Skażeni

Alkoholik kojarzy się potocznie z menelem żebrzącym pod sklepem o złotówkę. Zniszczona twarz, trzęsące się ręce, zaniedbany wygląd. Jakoś nie pasuje do niego normalny dom i rodzina, odpowiedzialna praca, znajomi na poziomie. Takiego nikt nie podejrzewa. Czasem ktoś powie o nim, że lubi sobie wypić, ale nikt nie robi z tego problemu. Facet nie zawala obowiązków, nie leży na trawniku, nie awanturuje się.

Taki był Z. Przystojny, zabawny, obrotny. Mąż i ojciec. Alkoholik „peerelowski”. Wtedy przecież wszyscy pili. Wódka lała się w pracy i w domu. Okazji nie brakowało. Alkohol stanowił integralny składnik rzeczywistości. Nikt przed nim nie ostrzegał, nikt się go nie bał. Tak samo zresztą było z papierosami. Z. też pił. Nie trzeźwiał latami, całkiem dobrze przy tym funkcjonując w życiu zawodowym i rodzinnym.

Podobno alkoholizm można odziedziczyć. Jeden z synów Z. też nie wylewał za kołnierz. Najpierw piwo po pracy, kilka kieliszków wódki na imieninach, potem coraz bardziej wzbierająca rzeka alkoholu podczas kilkutygodniowych ciągów. Rozdygotanie, paranoja, strach. Błędne koło.

Córka pana Z. ma małego synka. Ona nie pije, udało jej się wyjść dobrze za mąż, stworzyć udaną rodzinę. Wydawałoby się, że uniknie smutnego losu ojca i brata. Ale i ona jest skażona. Podczas rodzinnej uroczystości nalewa synkowi soku do kubka i pyta żartem:

- To za co pijemy?

Mały wprawnym gestem unosi kubek z sokiem, spełniając toast, którego jeszcze nie rozumie:

- Na zdlowie!

Rodzina śmieje się i bije brawo małemu.

Nawigacja po wpisie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *