Córka marnotrawna wraca

Dlaczego tak długo? Pyta ksiądz o wieloletnią nieobecność w konfesjonale. Co było przyczyną? To podobno ważne. Muszę mieć świadomość, czego się podejmuję. I zupełnie zbija mnie z tropu.

Sądziłam, że liczy się tylko to, że jestem. Że po latach zdecydowałam się na powrót. Czy ojciec syna marnotrawnego robił mu wymówki? Powitał go z radością, ani słowem nie wspominając o przeszłości. Tymczasem nie ma ramion rozłożonych w geście powitania ani radości malującej się na twarzy. Jest troska. Jest z góry przewidziany upadek. I niewypowiedziany komunikat: skoro nie jesteś pewna, po co przychodzisz…

Czuję się tak, jakbym rozmawiała z kimś przez zabezpieczone łańcuchem uchylone drzwi.

Pewność. Nawet Jezus zwątpił.

Mam się wytłumaczyć. Opowiedzieć mu o wszystkich wątpliwościach, nieszczęściach, koszmarach, o smutku, braku sił, samotności. Najlepiej w jednym zdaniu nie bardzo złożonym. Na przykład, że mi się nie chciało. Wolałam spać do południa i oglądać telewizję.

Ja też chciałbym go o coś zapytać. Co takiego zrobił on albo inni, bym wróciła?

Przecież pasterz powinien szukać zagubionej owcy. Ta jedna jest podobno ważniejsza niż dziewięćdziesiąt dziewięć pozostałych.

Na szczęście jestem za stara i za mądra, by unieść się dumą i odejść, złorzecząc pod nosem, że moja noga więcej tu nie postanie.

Wrócę.

Nawet jeśli nikt nie czeka z ucztą i pierścieniem.

  6 comments for “Córka marnotrawna wraca

  1. 1 października 2017 o 11:33

    pobłażliwość i wyrozumiałość – do tego trzeba dorosnąć, a nie każdemu jest dane.
    nie każdy pasterz nadaje się do pasania owieczek. a do słuchania tym bardziej, bo gadać, to każdy lubi, a słuchać mało kto potrafi.

    • wokulska
      1 października 2017 o 12:21

      Święta racja.

  2. 5 października 2017 o 08:56

    Zapewne unikając takich sytuacji, trzymam się z daleka od konfesjonału i od księżny… w końcu to tak samo ludzie jak ja… Bóg nie ocenia, ale ludzie to nie bogowie… ocenianie, wartościowanie, interesowność, brak ufności… można by wiele błędów i przywar wymieniać, i to nie to, że czuję się lepsza, bo to wiem, nic z tych rzeczy. Wiem to, więc czuję bezsens i zwątpienie.

    Czasem, siedząc w jakiś chaszczach z aparatem, jedząc kanapkę i popijając herbatę z termosu, „gadam” sobie z Bogiem i czuję spokój… to nie ludziom mam się tłumaczyć, tylko samej sobie i sobie jestem winna szczerość i otwartość – Bóg i tak wie wszystko sam, i czeka, aż wrócę… tylko nie wiem, czy odeszłam, bo jedyne zasady jakie łamię, to… te ustanowione przez ludzi, a nie przez Boga.

    • wokulska
      5 października 2017 o 18:03

      Ze mną jest podobnie, oddaliłam się od Kościoła, ale nie od Boga, codziennie ucinałam sobie z nim pogawędkę, zwykle w drodze do pracy :-) Idąc do spowiedzi, miałam wiele obaw, to była dla mnie trudna decyzja, ale chciałam spróbować. Spodziewałam się zupełnie innego przyjęcia, może miałam pecha. Trochę tak jak w urzędzie- trafisz na miłą osobę, która ci pomoże albo na nabzdyczoną paniusię, której po prostu przeszkadzasz. Tak sobie to tłumaczę.

  3. 7 października 2017 o 11:53

    Wygląda na to, że księdzu chodziło o wywołanie poczucia winy.

    • wokulska
      7 października 2017 o 14:08

      Wywołał raczej konsternację…

Odpowiedz na „~MatyldaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *