Oszukać przeznaczenie

Czy to możliwe, że dziedziczymy los po swoich przodkach? Że, chcąc czy nie, idziemy drogą, po której szli oni? Walczymy z przeciwnościami losu, ale nie potrafimy się wyzwolić ze schematu powtarzającego się od pokoleń?

Fatum, przeznaczenie… u starożytnych Greków materializujące się w słowach kapłanek przepowiadających przyszłość.

Babcia całe życie ciężko pracowała. Musiała spłacać długi zaciągnięte przez syna. Ów syn, aż do swojej przedwczesnej śmierci, przysparzał jej wielu zmartwień. Ratowała go desperacko, zapominając o sobie. Przegrała.

Mama opiekowała się ojcem. On popełniał błędy, ona je naprawiała. Desperacko i z poświęceniem starała się zminimalizować ich skutki. Syzyfowa praca, za którą zapłaciła zdrowiem.

Moja kolej… Ja też pomagam. Im bardziej się staram, tym głębiej grzęznę. Łatam jedną dziurę, i zanim zdołam odetchnąć z ulgą, pojawia się kolejna, większa. Jaką cenę przyjdzie mi zapłacić, zastanawiam się, budząc w środku nocy z bijącym sercem.

Bezwiednie powtarzam los babci i mamy.

Niezależność. Robiłam wszystko, by być panią swojego losu. Teraz uśmiecham się gorzko.

Ciągle walczę.

Ale coraz częściej dopada mnie zwątpienie.

Może wyrok już zapadł i nie zdołam uciec przed przeznaczeniem?

  18 comments for “Oszukać przeznaczenie

  1. ~Diem
    17 sierpnia 2017 o 20:23

    Świetnie czyta czyta się twój blog. Tak dalej

    • wokulska
      18 sierpnia 2017 o 06:46

      Bardzo dziękuję.

  2. 18 sierpnia 2017 o 11:33

    Każda z Was miała wybór. Każda mogła powiedzieć dość i nie. Trudno oczekiwać, że ktoś się zmieni i przestanie popełniać błędy, jeśli ktoś je tuszuje, naprawia i a nie pokutuje choć nie jest ich sprawcą.

    Fatum, jest wówczas, gdy wyboru nie ma lub gdy opcje dostępne zawsze poprowadzą do tego samego celu.

    Babcia miała możliwość wyboru – nie musiała płacić za syna. Matka Twoja nie musiała prostować tego co skrzywił Twój ojciec. Każda miała wybór, i Ty również masz wybór.

    Tym co się powtarza to schemat, schemat przyswajany od najmłodszych lat, głęboko wpisany w przekonania, na tyle głęboko, że bytujący w podświadomości. Schemat ten jednak można złamać. Przełamać i żyć inaczej. Owszem, nie znam całej sytuacji, i owszem, masz prawo zarzucić mi, że łatwo mi pisać oraz inne takie, ale… po pierwsze – piszę z doświadczenia, a po drugie wiem, jak cholernie trudno przełamać takie schematy, a po trzecie wiem, że jest to możliwe, ale ma swoją cenę.

    Tak więc, to o czym piszesz, to nie fatum, a zwyczajne schematy powielane przez pokolenia i wdrukowane w podświadomość. Coś co można przełamać, ale trzeba chcieć to przełamać, trzeba dostrzec, że to żaden los, tylko my sami i nasze własne, wyniesione z domu rodzinnego, postrzeganie rzeczywistości, że można inaczej, tylko najpierw trzeba każdy taki schemat (myśli i postępowania) wyłowić, przejrzeć i zadecydować co z nim dalej… i najtrudniej jest z pierwszym schematem… boli jak diabli (bo to kamyczek który rusza lawinę i nagle widzisz wiele rzeczy z innej perspektywy), ale mnie się opłacało. Emocjonalnie mi się opłacało, a do tego staram się pokazać Młodemu, że można inaczej, że da się inaczej, nawet wówczas, kiedy inni nie popierają Twoich decyzji. Warto pamiętać wówczas, że żyjesz dla siebie i że nikomu nie jesteś nic winna, nawet własnym dzieciom, jeśli zyskały pełnoletność i nastał czas na ich samodzielność… wówczas to już tylko możesz coś dla nich robić, przestajesz musieć.

    Tak słownikowo: Każdy dorosły człowiek, posiadający pełnię praw publicznych, wolną wolę i możliwość samostanowienia, ma prawo zrobić z własnym życiem co chce, nawet jeśli sam siebie będzie krzywdził – ma do tego prawo, prawo samostanowienia i samodecydowania oraz do ponoszenia całej odpowiedzialności za własne postępowanie, tak czyny, jak i słowa.
    My możemy mu pomóc jeśli będzie tego chciał, ale między pomocą, a życiem za kogoś i przejmowaniem za kogoś odpowiedzialności istnieje duża przepaść, której nie wolno przekraczać. To ostatnie często czynią kobiety.

    Mojej mamie zrozumienie tego, że przekroczyła granicę pomocy zajęło wiele lat, a do 64 roku życia. Lepiej późno niż w cale. Teraz staram się ją przekonać, że szkoda czasu nad żalem za straconymi latami, że czas żyć tym co tu i teraz, i co jeszcze może być, ale… od 3 lat patrzy na swoje minione życie z niedowierzaniem i dostrzega to wszystko, czego nie widziała wówczas.

    Bycie z kimś to wspieranie (wzajemne wspieranie), a wspieranie jest zupełnie czym innym niż wyręczanie i branie za kogoś odpowiedzialności.

    • wokulska
      18 sierpnia 2017 o 15:58

      W Twoich słowach jest mądrość i doświadczenie życiowe, bardzo dziękuję za ten komentarz. Czasami ktoś, kto patrzy z boku, zobaczy to, czego my nie widzimy, mając to przed nosem. Zdaję sobie sprawę, że powielam pewne schematy. Można powiedzieć brzydko, że tak mnie „wytresowano”. Podejmujemy decyzje, które wydają nam się słuszne, nawet kosztem własnego szczęścia. Innej drogi nie widzimy. Może dlatego, że nikt nam jej nie pokazał.
      A jeśli chodzi o wybór, czy zawsze jest taki prosty, A albo B? A miłość, przywiązanie, więzy krwi? Czasami nie tak łatwo podjąć decyzję.
      W ogóle kobiety znoszą więcej, potrzebują dużo czasu, by wyrwać się z jakiejś toksycznej relacji. Wychowuje się nas na „siłaczki”.
      Mam nadzieję, że sytuacja, o której piszę, w końcu się rozwiąże. Chcę tego, ale z pewnych względów nie mogę tak po prostu wziąć nóż i przeciąć.
      Jeszcze raz dziękuję, Twoje słowa dały mi dużo do myślenia, zmotywowały…

      • 21 sierpnia 2017 o 10:02

        Dorzucę więc jeszcze jeden kamyczek do twojego ogródka… rozwiązanie A i B to tylko początek… rozwiązań jest zawsze znacznie więcej – kwestia w tym, że aby je dostrzec musimy nauczyć się odrzucać mylenie schematyczne i to o czym piszesz „wytresowanie”. Czasem perspektywy pomaga nabrać ktoś zaufany i najbardziej obiektywny, czyli taki kto nie jest zaangażowany emocjonalnie w Twoją sprawę.

        No i jeszcze klu programu. Nie szukaj kompromisów. Kompromis najczęściej jest rozwiązaniem krótkotrwałym i zawsze mało satysfakcjonującym i w dłuższej mierze frustrującym oraz nigdy nie niesie ze sobą zakładanych efektów. Poszukaj punktów wspólnych (wspólnych celów) z osobami zaangażowanym w Twoje sprawy. Na bazie wspólnych celów rozpatrz drogę ich realizacji (jak coś widzisz Ty, a jak inni).

        Często, choć nie zawsze, bywa, że w pogoni za kompromisem i zafiksowani na jego odnalezieniu nie dostrzegamy tego, że nie jest on zupełnie potrzebny. Często nasze i kogoś pragnienia, potrzeby, czy cele bywają wzajemnie kompatybilne, uzupełniające lub zazębiające… w taki sposób, że da się ogarnąć różne rzeczy bez kompromisów.

        Tym co najważniejsze jest jednak to – nauczenie się stawiania granic i nie uleganiu pokusie przekraczania tych granic tak przez siebie, jak i przez inne osoby. Oraz najtrudniejsza rzecz – czasem najwłaściwszym i na prawdę jedynym dowodem miłości jest stanowczość, konsekwencja w postępowaniu i „ostre cięcie”. Często bywa, że tak na prawdę, to Ciebie będzie bolało o wiele bardziej niż stronę drugą.

        Miłość to emocje, ale każdy z nas ma rozum, który, choć tam gdzie uczucia są pracuje powoli i ociężale, to jednak, często warto pamiętać, że się go ma i można nauczyć się z niego korzystać, a co do więzów krwi? Wybacz, ale więzy krwi to bzdura i jedyne co się z nimi wiąże to kod genetyczny, pewne choroby, predyspozycje, talenty, wygląd… więzy krwi nie determinują bycia dobrym członkiem rodziny, nie determinują wzajemnego szacunku, oddania i miłości, często zaś bywa, że generują poczucie bezkarności i brak odpowiedzialności, czy wręcz jej przerzucanie na innych… a tak jak napisałam wcześniej – każdy ma własne życie do przeżycia, własne decyzje do podjęcia i niezaprzeczalnie powinien sam ponosić odpowiedzialność za to co i jak robi.

        Dlaczego ma boleć ciebie, kiedy ból generuje inna osoba? Jak chcesz sprawić aby przestała sprawiać ból, kiedy ona go nie czuje? Jeśli nie czujesz bólu, jego siły, to go nie ma. Jeśli go nie ma, to możesz nadal zachowywać się tak jak do tej pory… To błędny krąg, ale da się go przerwać, choć wymaga wiele samozaparcia, odwagi i konsekwencji.

        Podsumowując: Ludzie s dla nas tacy, jak im pozwalamy aby dla nas byli. Robi nam to, co pozwalamy by nam robili. (Pomijam psychozy, czy przestępstwa – piszę tylko o zwyczajnym, codziennym życiu… które jednak też czasem ociera się o przestępstwo, ale… często sami na to pozwalamy)

        • wokulska
          21 sierpnia 2017 o 11:37

          Mam teraz o czym myśleć :-) Dziękuję za tę dogłębną analizę. Gdybyśmy wszystkie umiały tak postępować, świat wyglądałby zupełnie inaczej. W ogóle to ciekawa kwestia, bo mężczyźni chyba nie pakują się w podobne „chore” układy, częściej z nich korzystają. Gdzieś tu jest kwestia wychowywania kobiet, społecznych oczekiwań, wzorców, takiego nie fizycznego, tylko psychicznego zniewolenia. Możemy głosować, prowadzić tramwaje, ale jeśli zbuntujemy się przeciwko roli służącej, cierpiętnicy, matki Polki, to spotyka nas krytyka, wtedy jesteśmy te złe. Tu jest jeszcze dużo do zrobienia.

          • 21 sierpnia 2017 o 12:30

            przepraszam za literówki :)

            co do tego ile jest do zrobienia to się zgadzam, ale to zajęcie na lata

            co do tego, że tylko kobiety cierpią – się nie zgadzam – równie wielu mężczyzn jest ofiarą pasożytniczej drugiej połówki… tyle, że to trudniej dostrzec, rzadko trafia się mężczyzna który o tym powie, a jeśli już, to w wielkiej tajemnicy…

            mężczyźni są agresorami (i to im stereotypowo przypisuje się to, że bywa sprawcą przemocy), ale kobiety są bardziej przebiegłe, do tego potrafią być niezrównanymi manipulantkami, szantażystkami i do tego, tak potrafią odwrócić sprawy, że często to one są sprawcami, a otoczenie piętnuje mężczyznę gdyż… społecznie to on nie ma prawa być ofiarą, postrzegany jest jako sprawca…

            to szeroki temat i bardzo zawiły

          • wokulska
            21 sierpnia 2017 o 12:58

            Ok, mężczyźni też mogą być ofiarami, ale mimo wszystko to problem, który dotyczy bardziej kobiet. Ja piszę z perspektywy kobiety, ale chętnie poznałabym historię jakiegoś pana, który uwikłał się w taki układ i w nim trwa, chociaż jest nieszczęśliwy.
            Teraz tak sobie myślę, czy ta umiejętność manipulowania przez kobiety nie jest w jakiś sposób zrównoważeniem słabszej strony fizycznej w porównaniu z mężczyznami. Skoro nie możemy poradzić sobie z nimi ręką, to używamy głowy. Ale to już zupełnie inna historia…

  3. 21 sierpnia 2017 o 21:10

    Zaintrygowało mnie przypuszczenie, że swój los dziedziczymy po przodkach.
    Stawiałabym raczej na podświadome naśladowanie poprzednich pokoleń kobiet z rodziny.
    W istnienie przeznaczenia nie wierzę, bo to oznaczałoby, że nie posiadamy wolnej woli, a już sama myśl o tym jest dla mnie nie do przyjęcia.

    • wokulska
      22 sierpnia 2017 o 08:17

      Dziedziczymy pewne schematy zachowania. A przeznaczenie? Jeśli wierzymy, że istnieje jakaś siła (np. Bóg), która ma wpływ na losy świata, to dlaczego nie wierzyć w przeznaczenie? Dlaczego ciągle stawiani jesteśmy przed takimi a nie innymi wyborami? Decyzje możemy podejmować „schematycznie”, ale sytuacji sami sobie nie stwarzamy. Mnie wydaje się, że robię wszystko, by ich uniknąć, a mimo to pojawiają się.

      • 22 sierpnia 2017 o 12:06

        Z dziedziczeniem bywa różnie. Np. ja nie odziedziczyłam niczego ani po rodzicach, ani po dziadkach. Swego czasu nawet się śmiałam, że zamieniono mnie w szpitalu.
        Co do Boga, jako istoty wpływającej na losy świata, niech mi kto wytłumaczy dlaczego przyzwala np. na panoszący się ostatnimi laty terroryzm, czy cierpienie dzieci.

        „Dlaczego ciągle stawiani jesteśmy przed takimi a nie innymi wyborami?”
        Jeśli nie jesteśmy efektem symulacji komputerowej rasy bardziej od nas rozwiniętej technologicznie, to skłaniam się ku przypadkowi.

        • wokulska
          22 sierpnia 2017 o 17:17

          A ja myślę, że nie wiemy jeszcze wszystkiego o świecie. Kto wie, do czego dojdą ludzie za pięćset, tysiąc lat? Może odkryją to, czego istnienie tylko przeczuwamy. Bo w ten przypadek jakoś trudno mi uwierzyć.

          • 22 sierpnia 2017 o 17:41

            to ja dodam jeszcze, że te wybory są po to, że mamy wolną wolę i sami z niej korzystamy jak uważamy – wolna wola wyboru, bez ingerencji boskiej – dlatego cały ten terroryzm
            (w przeciwieństwie do ludzi Aniołowie nie posiadali wolnej woli, a jedyną ich wolą jest wykonywanie woli Boga, łącznie z karą za niesubordynację – vide Lucyfer strącony do piekieł ;) )

          • wokulska
            22 sierpnia 2017 o 17:56

            Ależ nam się ciekawa dyskusja rozwinęła :-)

          • 31 sierpnia 2017 o 06:18

            Nie wiemy, i zapewne nigdy nie dowiemy się wszystkiego, bo najpierw mózg musiałby poznać samego siebie,a póki co dopiero raczkuje w świecie samowiedzy.
            Co do przypadku, na czas tu i teraz najbardziej trafia mi do przekonania.

          • wokulska
            31 sierpnia 2017 o 18:34

            A ja jako osoba z wybujałą wyobraźnią skłaniam się ku jakimś tajemniczym siłom, które mają wpływ na nasze życie :-)

          • 31 sierpnia 2017 o 06:24

            Jeszcze słów kilka do ~demirji odnośnie wolnej woli Aniołów. A co powiesz na temat cherubina, który wypowiedział Bogu posłuszeństwo, a którego religia przedstawia nam jako Szatana?

          • 31 sierpnia 2017 o 06:27

            Cd. do do ~demirji. Jeżeli nie kierował się wolną wolą to czym?

Odpowiedz na „wokulskaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *