Dzieci PRL-u

Komentarz do poprzedniego wpisu niespodziewanie wywołał u mnie falę wspomnień. Wróciły obrazy z dzieciństwa, które przypadło na schyłek PRL-u. Z różnych względów są to cenne wspomnienia. Pamiętam świat bez kolorowych telewizorów, smartfonów i fejsbuka. Świat bez galerii handlowych i supermarketów z półkami uginającymi się od towarów. Mimo to byłam szczęśliwym dzieckiem.

Miałam swoją „bandę”, z którą szukałam skarbów i bawiłam się w chowanego. Wakacje spędzałam u babci na wsi w domu beż bieżącej wody i łazienki. Zbierałam pocztówki. Szyłam ubranka dla lalek.

Jednym z najważniejszych dni w roku był ten, kiedy ojciec przynosił z pracy świąteczne paczki ze słodyczami. Nie rzucaliśmy się na nie jak wygłodniałe zwierzątka, mama chowała wszystko i wydzielała po trochu, żeby na dłużej starczyło…

Mama robiła wszystko, by niczego nam nie brakowało, a naprawdę nie było to łatwe w tamtych czasach. Załatwiła na przykład, jak i gdzie nie pamiętam, paczki z zagranicy. Skontaktowała się z nami rodzina z Holandii, która przez wiele lat przysyłała ubrania, słodycze, kosmetyki. Każdy, kto dostawał takie paczki, nigdy nie zapomni zapachu, jaki wydobywał się z kartonu. Był to zapach lepszego świata, luksusu, zapach raju.

A jak to wszystko smakowało?! Jakie było piękne?!

Chodziliśmy czasem do Pewexu (dla niewtajemniczonych sklep z zagranicznymi towarami, które można było kupić za dolary), żeby popatrzeć. Dla nas, dziewczynek, marzeniem marzeń było posiadanie lalki Barbie. Patrzyłyśmy na stojące na półce piękne długowłose lalki ubrane jak księżniczki i wracałyśmy do szarego świata plastikowych bobasów.

Rozumieliśmy, że nie można mieć wszystkiego. Godziliśmy się z tym. Nie było jeszcze kolorowych magazynów, z których można się było dowiedzieć, jak w pięciu krokach osiągnąć sukces i że trzeba walczyć o swoje szczęście. Myślę, że dzięki temu dziś potrafię bardziej się cieszyć z różnych rzeczy. Świat nie jest dla mnie wielkim supermarketem, w którym mogę sięgnąć po co tylko chcę, a kiedy mi się znudzi, wybrać coś innego.

Różnica  życiowego bagażu staje się widoczna, kiedy próbujesz kupić prezent dzisiejszemu dziecku. Człowiek się nagłówkuje, bo przecież dzieciak wszystko już ma, w końcu coś znajdzie, a potem patrzy i zgrzyta zębami, gdy pociecha po pięciu minutach rzuca zabawkę w kąt. Chciałoby się powiedzieć: za moich czasów…

  2 comments for “Dzieci PRL-u

  1. 17 lipca 2017 o 13:35

    … kiedy opowiadałam swojemu synowi, że kiedyś na naszej ulicy telefon był raptem w 3 domach to po prostu patrzył na mnie jak na jakieś dziwadło, a kiedy dodałam, że telewizor miał obraz czarno biały, ni miał pilota i miał tylko dwa kanały to prawie mi nie uwierzył…

    myśmy taką rodzinę z Norwegi mieli zaprzyjaźniona, to chyba za pośrednictwem kościoła było, ale pewna nie jestem :) … zapachu czekolady i kolorowych ubrań (mieli córkę w moim wieku, zresztą właśnie zbliżone wiekiem i płcią dzieci były kluczem „parowania” rodzin), a sukienkę sztruksową, czerwoną z białym kołnierzykiem to po dziś dzień pamiętam :) bardzo mi przykro było kiedy z niej wyrosłam.

    Myślę, że to co nam zostało, a czego nie da się przecenić, to większy szacunek do tego co się ma, to też to, że potrafimy różne rzeczy docenić i wiemy, że nie zawsze i nie wszystko da się kupić, oraz na wiele rzeczy wato poczekać, przez co jednak chyba jesteśmy nieco bardziej spokojniejsze :)

    • wokulska
      17 lipca 2017 o 16:47

      Mamy podobne doświadczenia:-) Dzięki nim umiemy docenić dzisiejszy dobrobyt. I chyba nie jest on w stanie nas ogłupić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *