Na detoksie

Rzucam cukier. Koniec ze słodkim co nieco po obiedzie i do kawy. Bijąc się w piersi, przyznaję: zbyt często zdarzało mi się pochłonąć czekoladę lub paczkę ciastek w całości, choć w planach miałam „tylko kawałeczek”. Nie wychodziłam do pracy bez batonika w torebce. Podczas zakupów pierwsze kroki kierowałam ku półkom ze słodyczami, bo pod ręką zawsze musiałam mieć coś słodkiego. Podobne grzechy mogłabym wymieniać jeszcze długo.

W końcu powiedziałam dość. Zachowuję się jak narkoman. Poza tym te wszystkie ciasteczka i czekoladki nagle zaczynają odkładać się w biodrach. W efekcie spódnica się nie dopina, spodnie cisną…

Rzucam słodycze!

Nakupowałam suszonych owoców, orzechów i warzyw. W chwili słabości sięgam po coś zdrowego. Super. Daję radę. Wcale nie ciągnie mnie do czekolady. Szybko się przestawiam i naprawdę czuję lepiej.

Tylko że…

Świat nie pozwala mi zapomnieć o słodyczach. W pracy co i rusz jakieś imieniny. Jeszcze nie zdążą zniknąć jedne tace z cukierkami, już pojawiają się nowe. Koleżanka wpada z urodzinowym tortem. Ktoś wciska czekoladę, dziękując za drobną przysługę. Czuję się jak były alkoholik na zakrapianym przyjęciu. Jak Don Kichot, który próbuje wygrać z wiatrakami.

Walczę. Nie z głodem „słodyczowym”, naprawdę go nie czuję. Walczę z presją otoczenia.

Nie jesz słodyczy? A co się stało? Natychmiast pyta ktoś szczerze zatroskany o moje zdrowie. Odchudzasz się? Zgaduje ktoś inny. Ona nie je słodyczy! Obwieszcza wszem i wobec koleżanka, której w głowie się nie mieści, jak można sobie odmówić malutkiej słodkiej czekoladki.

Podejrzewam, że łatwiej byłoby mi rzucić alkohol. Wystarczyłoby zwierzyć się jednej osobie ( wiesz, jestem alkoholiczką i właśnie wychodzę z nałogu), by za sprawą poczty pantoflowej dowiedzieli się wszyscy. Wtedy nikt na imprezie nie zaproponowałby mi kielicha i nikt nie wydziwiałby głośno, że nie piję. Mogłabym liczyć na wsparcie i tolerancję. Ale słodycze? Zwykła fanaberia.

No więc prawie nie jem. Bo przecież zawsze się nie da. Czasem strzelę sobie kawałek ciasta, by nie robić przykrości jubilatowi. Ale nie poddaję się, uparcie dążę do absolutnej abstynencji.

Kiedyś będę czysta.

  8 comments for “Na detoksie

  1. 25 maja 2017 o 08:20

    Zazdroszczę braku głodu cukrowego, niestety ja miewam napady okropne i znika wówczas cała paczka żurawiny ciętej (mała, tylko małe opakowania kupuję i max 2 sztuki, bo inaczej zamieniłabym ciasteczka na suszone owoce),

    Sam ból ciasteczkowego życia w pracy znam również. Do tego jeszcze dochodzi co weekend, w domu: upiecz coś, zrób coś słodkiego…. i jak się już człowiek o robi i zrobi to… jak tu nie spróbować?

    • wokulska
      25 maja 2017 o 18:08

      Słodycze atakują dosłownie zewsząd. Kiedy jadłam, jakoś tego nie zauważałam. Ale warto się przełamać i rzucić.

  2. ~Kasia
    26 maja 2017 o 09:45

    Ja próbowałam rzucić, ale nie wytrzymałam. Wiem, że jak przez tydzień – dwa nie zjem nic słodkiego,to potem rzucę się na słodycze i pochłonę wszystko :) Poza tym źle się czuję (jest mi zimno, nie mam siły, boli mnie głowa). W moim przypadku lepiej sprawdza się umiar – czyli od czasu do czasu jakiś smakołyk :) wytrwałości życzę !!!!

    • wokulska
      26 maja 2017 o 15:49

      Od czasu do czasu i z umiarem oczywiście tak, trzeba słuchać tego, co mówi organizm. Dziękuję za wsparcie :-)

    • 29 maja 2017 o 13:52

      bo Ty masz typowe objawy zespołu odstawiennego :)
      U jednych kryzysy tracą na sile właśnie po 10 – 14 dniach u innych po 20, a na zmianę przyzwyczajeń trzeba od 14 do 64 dni (wszystko są to indywidualne sprawy) :)

      więc życzę zacięcia na ponad 2 tygodnie i … ja zastępuję chęć na słodkie marchewką surową. nie zawsze udaje się oszukać, ale chrupanie marchewki i jednego jabłka dostarcza wystarczającą ilość cukru do organizmu. :)

      • ~Kasia
        30 maja 2017 o 10:57

        Doskonale zdaję sobie z tego sprawę ! Jednak, tak jak pisze Wokulska, słodycze atakują mnie z każdej strony, uwielbiamy się wzajemnie, więc na stałe się nie rozstaniemy :):) Ale za was dziewczyny trzymam kciuki :)

  3. ~Ewa
    4 czerwca 2017 o 06:47

    Nie cierpię wścibstwa, dlatego na takie dictum odpowiadam: „dlaczego zaglądasz do mojego / talerza, kieliszka, portfela, kołdry/” w zależności od okoliczności – niepotrzebne skreślić. Nie wpieprzam się nikomu do życia i tego samego oczekuję od innych. Guzik mnie obchodzi co kto je, czy pije, z kim śpi i na co wydaje – lub nie pieniądze.

    • wokulska
      5 czerwca 2017 o 07:40

      Niestety, wiele osób z mojego otoczenia lubi żyć życiem innym. Ładują się z butami i nawet nie widzą, że robią coś nie tak.

Odpowiedz na „~KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *