Chory altruizm i zdrowy egoizm

Czasami człowiek coś chlapnie, a potem żałuje. Pod wpływem chwili wypsnie mu się jakaś nieprzemyślana deklaracja. Minie trochę czasu, rozsądek dojdzie do głosu i … mamy problem. Jak taktownie i nie nadszarpując  własnego honoru, tudzież towarzyskiej więzi odwołać nieopatrznie rzucone słowa?

Powiedziałam, że pomogę. Jakoś tak wiosennie i optymistycznie nastawiona do życia, pomyślałam sobie, czemu nie, to może być ciekawe doświadczenie. Na szczęście nie umówiłyśmy się konkretnie, miałam się jeszcze zastanowić i dać ostateczną odpowiedź za kilka dni.

Potem przyszły święta i wyjazd w góry. Żadnych posiadówek w towarzystwie bliższych i dalszych ciotek, odgrzewanych kotletów, ciast, biegania po kuchni, sztucznych uśmiechów. Tego całego „trzeba” i „wypada”. W zamian długie wędrówki, piękne widoki i święty spokój.

Oraz całkowita zmiana perspektywy. Na chwilę wysiadłam z pędzącego pociągu.

Przyjaciel, któremu zwierzyłam się ze swoich altruistycznych deklaracji, tylko postukał się w czoło: chyba zwariowałaś! Wtedy dotarło do mnie, że … ma rację. Mimo wielu własnych obowiązków chciałam wziąć sobie na kark jeszcze cudze. Oczywiście pro publico bono. Sprawa nie należała do tych z rodzaju życia i śmierci, a koleżance mógł pomóc ktoś zdecydowanie mniej zajęty.

Odmówiłam. Oczywiście nie ustrzegłam się wyrzutów sumienia i poczucia winy, koleżanka nie odezwie się do mnie pewnie przez kilka tygodni, ale szybko machnęłam na to ręką. Zdrowy egoizm jest wskazany od czasu do czasu. Póki co napawam się nim. Bo pociąg znów ruszył i tylko patrzeć, jak zacznie pędzić na łeb, na szyję i zanim się człowiek obejrzy, już będzie gdzieś gnał, przejęty i ogłupiały.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *