Ta sama rzeka

Już kiedyś byli razem. Wielka miłość, namiętność, ogień. Po pewnym czasie nastąpiło jednak rozstanie, równie huczne i burzliwe jak łączące ich uczucie. Minęło kilka lat. Spotkali się gdzieś przypadkiem. On sam, ona też. Rozbłysła iskierka. Postanowili spróbować jeszcze raz. Obydwoje doskonale znali grunt. Wszystkie błędy i wady. Poza tym dojrzeli i zmądrzeli. Tym razem będą bardziej uważać. Tym razem będą się starać.

Miłość rozkwitła na nowo. Były róże, romantyczne wypady w góry, kolacje przy świecach. I kłótnie, po których „jeszcze bardziej się starali”, jakby chcieli zaczarować rzeczywistość. W końcu oświadczyny. Pierścionek. Rodzice. Ślubne plany.

Dziś dowiedziałam się, że nie są już razem.

To od początku nie miało sensu, wzrusza ramionami ona, gdy pytam, co się stało.

Skoro nie miało, to po co próbowali? Dlaczego weszli jeszcze raz do tej samej rzeki? Nie wyszło wtedy, bo zwyczajnie do siebie nie pasowali. Mimo upływu lat nic się nie zmieniło. Obydwoje żyli złudzeniami. I chociaż bardzo się starali, nic z tego. Byli jak dwa lewe buty, które uparły się, że stworzą razem wygodną parę.

Złudzenia. Czasami trudno odróżnić, co jest prawdą, a co tylko naszym pobożnym życzeniem. Łudzimy się, mając nadzieję, że kiedyś „kliknie” i nastąpi cudowna zamiana- fikcja stanie się rzeczywistością. Łudzimy się, bo tak jest łatwiej, piękniej, wygodniej… choćby tylko trochę i na krótką metę.

Poznałam kiedyś pewnego pana. Takiego, co to na czole miał wypisane: przelecę cię i porzucę. Przystojny, czarujący, męski. Kusiło bardzo. A nuż tym razem się uda? Wejdę do rzeki i nie utonę? Nie weszłam. Serce przegrało z rozumem. Nie przeżyłam namiętnego romansu i … nie cierpiałam. Tylko czasem przez głowę przebiega myśl, czy przypadkiem nie straciłam szansy na szczęście. Może czasem warto dać się ponieść złudzeniom, nawet za cenę bólu i łez?

  3 comments for “Ta sama rzeka

  1. 3 kwietnia 2017 o 10:15

    Pisałam kiedyś o podobnym problemie, nawet pod podobnym tytułem… ;-)
    http://pojedyncza.blog.pl/2016/12/25/drugi-raz-do-rzeki/
    Sama też jestem sceptycznie nastawiona do takich powrotów, ale w komentarzach przeważały opowieści o szczęśliwych zakończeniach takich historii… więc kto wie…

  2. 27 maja 2017 o 19:44

    masz ciekawy styl pisania

    • wokulska
      28 maja 2017 o 07:49

      Dzięki :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *