Nokaut

Popijamy kawę, a M. opowiada mi o swoich dzieciach. Jedna z córek nie może się odnaleźć w nowej szkole, druga wprost przeciwnie, radzi sobie aż za dobrze. Grzecznie słucham wnikliwej analizy zastosowanych metod wychowawczych, ich skuteczności i tego, jak reagują na nie pociechy, a potem jak na reakcje pociech reagują rodzice. M. wyraża nawet wątpliwość, czy jest dobrą matką, bo może jednak popełniła jakiś błąd. Jest to pytanie, ale nie skierowane do mnie, tylko gdzieś w przestrzeń. Ja przecież dzieci nie posiadam i w związku z tym o bolączkach rodziców nie mam pojęcia. Na koniec M., wdzięczna, że jej słucham, rzuca:

Mam nadzieję, że kiedyś ty będziesz mogła zrewanżować mi się podobnymi opowieściami.

Czuję, jakbym dostała w twarz. Znów to samo! Choćbym nie wiem jak szeroko się uśmiechała, nigdy nie przekonam M., że bezdzietni też mogą być szczęśliwi. Po ciosie numer jeden M. wyprowadza cios numer dwa:

A jak tam z wami? Coś się krystalizuje?

Coś, czyli ślub chyba. Niestety, i na tym polu sromotna porażka.

M. robi zbolałą minę. Niemal słyszę jej myśli: bidulka, marnuje sobie życie…

W pierwszej chwili zaczynam się zastanawiać, czy ze mną wszystko w porządku. Dlaczego nie marzę o ślubie i dzieciach? Może jakiś obszar mojego mózgu jest nieaktywny? Albo to coś z hormonami?

Nie, nie i jeszcze raz nie! Otrząsam się z poczucia winy. Jestem szczęśliwa, do cholery! Tak, jestem szczęśliwa bez dziecka i bez obrączki na palcu. Dlaczego tak trudno w to uwierzyć?

A może to M. nie jest szczęśliwa i przekonując mnie, przekonuje samą siebie, że złapała Pana Boga za nogi… Na tle mojej osobistej „nędzy” jej własne „bogactwo” prezentuje się wyjątkowo okazale.

Mości się na krześle niczym w gnieździe, prostuje plecy, a na jej twarzy wykwita błogi uśmiech. Przypomina samicę, sytą i spełnioną.

Nawigacja po wpisie

  2 comments for “Nokaut

  1. 6 grudnia 2016 o 09:55

    Znam aż za wiele dziewczyn, które skrycie marzą o ślubie i dzieciach, ale że luby jakoś nie klęka z pierścionkiem (a o małych ssakach w ogóle nie chce słyszeć), to sprzedają otoczeniu wersję, że tak właśnie chcą, w takim układzie są szczęśliwe itp. A po dwóch lampkach wina płaczą, bo nie wiedzą, czy zostawić nierokującego chłopa czy jednak trwać w tym, co jest, bo przecież ogólnie jest całkiem dobrze…Dlatego jeśli Tobie faktycznie odpowiada bezdzietny i niesformalizowany związek, to jesteś po prostu rzadkim okazem – i dlatego koleżanka pewnie nie do końca wierzy w Twoje zapewnienia…

    • wokulska
      6 grudnia 2016 o 15:51

      Sama czasem się zastanawiam, czy ze mną wszystko ok ;)Bo właściwie dlaczego ślub i dziecko nie? Może powinnam się położyć na jakąś kozetkę i dogłębnie przeanalizować tę kwestię… Chciałabym, żeby nikt nie kwestionował moich wyborów życiowych, bo odbiegają od powszechnie obowiązujących kanonów szczęścia. Nie zadawał tych okropnych pytań o męża, dziecko itd., sugerując w ten sposób, że jestem odmieńcem, dziwadłem i niedorajdą. Myślę, że takich dziewczyn jak ja jest całkiem sporo…Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *