Na polskiej karuzeli

Wiesz, że mój A. wyjechał za granicę? Mówi ciotka. A. to jej syn. Tu nie miał żadnych perspektyw. Troje dzieci, kredyt na trzydzieści lat i dwa tysiące w prywatnej firmie. Tu, czyli w Polsce. Zaraz, zaraz, myślę sobie, przecież mieliśmy wracać do Ojczyzny, a nie z niej uciekać. Pięćset plus, darmowe podręczniki i … gorączkowo próbuję sobie przypomnieć, co jeszcze. A jednak nie wracamy. Nie ma tłumnego powrotu na Ojczyzny łono. Nie wraca moja siostra, kuzynki, brat przyjaciela i mąż koleżanki. Nawet nie rozważają takiej możliwości.

Co jest TAM, czego nadal nie ma TU?

Są pieniądze. Na tyle duże, że możesz się za nie utrzymać i jeszcze coś odłożyć. Bez liczenia od pierwszego do pierwszego, polowania na okazje w dyskontach i hamletowskich wyborów: nowe buty czy rachunek za prąd. Bez obrzucania błotem i wytykania przywilejów. Bez chorej zazdrości.

Jest spokój. Nie zamartwiasz się ciągle, co będzie jutro. Czy twój zakład pracy albo stanowisko nagle nie zniknie. Bo zmieniła się władza i wiatr wieje z innej strony.

Jest normalnie. Nie towarzyszy ci świadomość nadciągającego kataklizmu. Wojny domowej, ataku ze strony Rosji, powodzi, epidemii świńskiej grypy. Żadnej schizofrenii, kiedy włączasz telewizor.

Dlatego nie wracają. Przynajmniej ci, których znam. Po co? Do czego? Pytają retorycznie. Brak perspektyw- rozbrzmiewa niczym echo.

Polska jest jak karuzela, którą kręci coraz to inny mechanik. Raz szybciej, raz wolniej, nie zwracając uwagi na to, co czują ci, którzy na niej siedzą. Obawiam się, że gdybym miała wybór, też wolałabym jazdę porządnym niemieckim autem niż życie na polskiej huśtawce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *