Królewny i czarownice

Przyjaciółka się zaręczyła. Wyciąga dłoń i z dumą prezentuje pierścionek. Białe złoto i diamenty, tłumaczy tak na wszelki wypadek. Piękny.

Podziwiam pierścionek, gratuluję przyjaciółce… i próbuję zignorować delikatne ukłucie zazdrości. Też bym chciała taki dostać? Naprawdę? Ja, która nie znoszę schematów i hipokryzji, wtłaczania kobiet w odwieczną rolę żony i matki, miłości na wzór komedii romantycznych, tych wszystkich sztucznych gestów i rekwizytów… Niestety, nie ma się co oszukiwać. Przez chwilę, no może dwie, zazdrościłam przyjaciółce. Pierścionka i faceta, który potrafił klęknąć na kolano i poprosić o rękę swoją ukochaną. Bo ten mój to nawet słowem nie wspomni…

Dwie chwile minęły i ocknęłam się. Zaręczyny, pierścionek, ślub? Apage satanas!

Tylko skąd ta zazdrość? Może stąd, że tak się nas od wieków wychowuje. W bajkach każda królewna znajduje swojego królewicza. Kobieta bez męża to kobieta wybrakowana. Pewnie coś z nią nie tak, skoro nikt jej nie chciał. Stara panna, ciotka Klotka… A może stąd, że pierścionek to takie przypieczętowanie związku? Oświadczył się, czyli naprawdę kocha. Zwleka z oświadczynami, pewnie ma wątpliwości…

Przyjaciółce życzę, by żyła ze swoim księciem długo i szczęśliwie. Moja bajka jest jednak zupełnie inna. Mnie bliżej do nieustraszonych podróżniczek i odkrywczyń, wojowniczek, buntowniczek i czarownic.

Pierścionek zaręczynowy? To jak obrączka na nodze ptaka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *