Jak zakochałam się w Ronaldo

Spokojnie, piszę te słowa zdrowa na ciele i umyśle, a przynajmniej nieświadoma istnienia jakiegoś ukrytego defektu. Tak, ja dojrzała kobieta po przejściach, zakochałam się w Ronaldo! Ale po kolei…

W niedzielę brałam udział w pewnym towarzyskim spotkaniu, którego główną atrakcją miało być wspólne oglądanie finału mistrzostw Europy. Jakąś szczególną przeciwniczką futbolu nie jestem, czasem zdarza mi się obejrzeć mecz i wiem, na czym polega spalony, a to podobno jak na kobietę dużo. Sam finał nieciekawy. Obydwie drużyny miotały się po boisku, uważając, by nie popełnić błędu, na którym mógłby skorzystać przeciwnik. Szło im tak dobrze, że można było usnąć z nudów. Tyle, jeśli chodzi o stronę sportową.

Sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej od strony „ludzkiej”. Na boisku i poza nim rozgrywał się dramat co najmniej na miarę „Gladiatora”. Ja widziałam to tak…

Na murawie rozpoczął się bój. Naprzeciwko siebie stanęli najlepsi z najlepszych. Kwiat francuskiego i portugalskiego rycerstwa. Tym ostatnim przewodził rozkapryszony, ale zdolny i waleczny goguś, Ronaldo. Już na początku bitwy został ranny, ale nie chciał porzucić swych towarzyszy. W końcu stało się jasne, że nie będzie mógł kontynuować walki. Opuścił stadion, a szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Francuzów.

W tym momencie pomyślałam sobie: no to koniec, Francja ma już tytuł mistrza w kieszeni. I kiedy wszystko wydawało się przesądzone, bohater powrócił. Utykając, zmierzał w stronę ławki rezerwowych. No proszę, a ja myślałam, że gwiazda tej miary  leży na kozetce i cierpi z powodu uszkodzonego kolana, a sztab lekarzy chucha i dmucha na bezcenną kończynę.

I znów koło fortuny obróciło się. W Portugalczyków wstąpił nowy duch, a Francuzi stracili nadzieję. Ronaldo, nie zważając na swoją „ranę”,  miotał się przy bocznej linii, pokrzykiwał i zagrzewał do walki towarzyszy. Sam nie mógł wbiec na boisko, by zadać decydujący cios przeciwnikowi, ale swoją obecnością wspierał kolegów. I stało się niemożliwe. Skazani na porażkę Portugalczycy wygrali mecz i zostali mistrzami Europy.

Właśnie tak zakochałam się w Ronaldo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *