Droga bez powrotu

Znałam go jako chłopca. Chudego nastolatka, który nie był już dzieckiem, ale jeszcze nie stał się mężczyzną. Lubił grać w piłkę jak większość jego rówieśników. Zawsze mówił dzień dobry. Często się uśmiechał. Uśmiechały się też jego oczy. Kiedy go sobie przypominam, widzę właśnie ten uśmiech. Miły wesoły chłopiec, przed którym życie stoi otworem. Wszystko jest możliwe. Nawet to, że zostanie sławnym piłkarzem, takim jak Ronaldo czy Robert Lewandowski.

Minęło piętnaście lat. Chłopiec dorósł. Ożenił się i został ojcem. Zamieszkał w innym mieście. Podobno zawsze się uśmiechał. Szczęśliwy człowiek, myśleli ci, którzy spotykali go na swej drodze.

Przed świętami popełnił samobójstwo.

Wszystko się skończyło. Zniknęły drogi i możliwości. Niczego nie da się już zmienić ani naprawić. Koniec. Kropka.

Dlaczego spośród tylu dróg wybrał właśnie tę?

Nie mam dzieci. Nie mam kogo stracić. Nie wiem, czy miłość zrekompensowałaby mój paniczny strach. Bo jestem pewna, że co dzień bym się bała. Że moje dziecko zachoruje, zginie w wypadku albo popełni jakieś głupstwo, którego nie da się cofnąć. Może przemawia przeze mnie egoizm, a może wiem, jak smakuje strata?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *