Królewna i żebracy

Dochodzę do wniosku, że moje kontakty z żebrakami zdecydowanie przewyższają tak zwaną średnią krajową. O ile w ogóle taka istnieje. Zastanawiające jest to, że chociaż ulicą idzie kilka osób, żebrak wybiera spośród nich właśnie mnie. Spoglądam w lustro i wypatruję oznak, nie bardzo wiem czego, dobroci? naiwności? wrażliwości?

Nie, nie daję pieniędzy. Nie wyciągam z portmonetki „złotówek na chleb” i nie wtykam w drżące dłonie biedaków. Ale nie potrafię też przejść obojętnie wobec takich ludzi. Może są nierobami i alkoholikami,może śmierdzą i wyglądają odstręczająco, nadal są jednak ludźmi. A ja w swoim życiu byłam i na wozie, i pod wozem, dlatego nigdy nie oceniam żebraków, bo kto wie, jakie zrządzenie losu sprawiło, że znaleźli się na ulicy.

Nie daję pieniędzy, ale jedzenie już tak. Nie zbiednieję, jeśli wydam te kilka złotych.

- Przepraszam panią, potrzebuję złotówki na chleb…

Jest siódma rano. Boczna uliczka, którą na skróty idę do pracy. Mężczyzna ma spuchniętą czerwoną twarz.

- To ja panu kupię ten chleb- oświadczam.

Piekarnia jest tuż za rogiem.

- Przecież nie chcę na alkohol- zapewnia bez przekonania żebrak.

Nie ustępuję. Wchodzę do piekarni i kupuję bochenek chleba. Ciepły, pachnący. Wręczam mężczyźnie i, chociaż ten dziękuje, na jego twarzy maluje się ogromne rozczarowanie. Jak widać dobrym uczynkiem też można sprawić komuś zawód.

W autobusie rozmyślam jeszcze o całej sytuacji. I nagle pewna myśl mrozi mi krew w żyłach. Ten człowiek podszedł do mnie w pustej bocznej uliczce. A gdyby wyjął nóż? Uderzył mnie? Okradł?

Dobroć dobrocią, ale zdrowy rozsądek przede wszystkim!

  4 comments for “Królewna i żebracy

  1. ~Ewa
    6 marca 2016 o 06:21

    Witaj Droga Wokulska,
    Żyjemy w czasach, gdzie politycznie poprawnie jest pomagać. Każdemu. W różny, a najlepiej w każdy sposób.
    Moja koleżanka, która zawodowo zajmuje się ludźmi wykluczonymi i pokrzywdzonymi powiedziała mi, że należy takie osoby żebrzące kierować do instytucji zajmujących się tym problemem. Nie dawać ani pieniędzy, ani jedzenia.

    Moja sąsiadka opowiedziała mi taką oto historię. Przed Świętami Wielkanocnymi Przygotowywała kulinaria na święta. Upiekła dwa ciasta. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Okazało się , że za drzwiami stała dwójka cygańskich dzieci, Poprosiły o coś do jedzenia. Sąsiadka ukroiła po kawałku ciasta, zawinęła w serwetkę i wręczyła jednemu i drugiemu. Po kilku minutach zorientowała się, że musi zejść do sklepu po jakiś brakujący produkt. Gdy wyszła z klatki schodowej przed blokiem zobaczyła swoje ciasto leżące na ziemi obok drzwi wejściowych.
    Takich historii każdy z nas zna mnóstwo.

    Kiedyś będąc w supermarkecie z mężem na zakupach podeszła do nas kobieta. Widać było, że jest wykluczona i pokrzywdzona. Była już pod wpływem alkoholu. Zwracając się bardziej do mojego męża niż do mnie poprosiła o zakup super nalewki albo piwa. Mąż odmówił, a w tym samym momencie pojawiła się ochrona, Podobała mi się reakcja ochroniarzy. Bardzo profesjonalna. Zwracali się do tej kobiety spokojnie i kulturalnie. Całe zajście trwało chwilę i za moment już ich nie było.

    Tacy ludzie zazwyczaj nie są agresywni,
    Zabawną historyjkę przeczytałam kiedyś w necie. Pewien Pan jechał samochodem. W pewnym momencie zobaczył stojącą na poboczu, machającą rozpaczliwie na przejeżdżające samochody kobiecinę z dwojgiem dzieci. A że pogoda była okropna – lało i wiało- zlitował się nad niebogą i zabrał ją do auta. Kobieta z dzieciaczkami wsiadła do auta i zaczęła opowiadać o swojej biedzie, chorobach i braku pieniędzy. Oraz o tym , że jedzie do miasta aby wykupić leki dla dziecka. Oczywiście nie ma całej sumy i czy pan byłby tak miły i dorzucił parę złotych. Pan odmówił. Na to kobieta oświadczyła, że jak nie otrzyma żądanej kwoty, to nasika mu na tapicerkę. Pan oczywiście wyjął portfel i zapłacił. Kiedy opowiedział o tej historii różnym znajomym, okazało się ,że kobieta jest znana z tego szantażu. Od dłuższego czasu jeździ autostopem i grozi każdemu, kto odmówi datku nasikaniem na tapicerkę. Z tego co pamiętam żądała 50 zł.
    Pozdrawiam
    Ewa

    • wokulska
      6 marca 2016 o 07:15

      Ubawiła mnie historyjka o pani szantażystce :-)
      Ja też znam mnóstwo historii o żebrakach, którzy wyrzucają podarowane jedzenie czy ubrania. Raz widziałam, jak na parking podjechał bus, z którego wysypała się spora grupa różnych „pokrzywdzonych” Rumunów, którzy później okupowali wejścia do sklepów i żebrali. Mój ojciec nie miał litości dla takich ludzi, zawsze dosyć obcesowo odpowiadał na ich prośby. Mama miała miękkie serce i chyba zostało mi to po niej. Ale po ostatniej sytuacji obiecuję sobie, że będę twardsza.
      Dziękuję za Twój komentarz, a właściwie list:)
      Pozdrawiam serdecznie.

  2. 6 marca 2016 o 16:02

    Też niestety często spotykam osoby, które zbierają „na chleb”, ale chleba nie przyjmą…
    Kiedyś też pisałam na podobny temat:
    http://pojedyncza.blog.pl/2015/10/02/dac-czy-nie-dac/
    Trudno o jednoznaczną ocenę, są różne przypadki… A przede wszystkim zazwyczaj nie jesteśmy w stanie zweryfikować na co idą podarowane środki czy pomoc rzeczowa…

    • wokulska
      6 marca 2016 o 16:43

      W swoim wpisie dogłębnie przeanalizowałaś problem żebractwa, przeczytałam z zainteresowaniem. No właśnie: dawać czy nie dawać? Oto jest pytanie!Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *