Moja brazylijska telenowela

W piątkowy wieczór odbieram telefon od przyjaciółki mamy. Przechodziła akurat koło naszego dawnego bloku i zobaczyła światło w mieszkaniu.

Wiesz, pomyślałam, że Alicja wróciła. Tak powiedziała poruszona.

Alicja nie wróciła. Po prostu wynajęliśmy mieszkanie, które przez dwa lata stało puste. No tak, najwyższy czas, pani L. przyznaje mi rację, ale w jej głosie lekko pobrzmiewa nutka rozczarowania. Wolałaby usłyszeć coś całkowicie absurdalnego i nieprawdopodobnego. Wolałaby usłyszeć, że Alicja wróciła. Jak w brazylijskiej telenoweli. Nie umarła, tylko zasnęła i jakiś na pół szalony lekarz przywrócił ją do życia. Albo sfingowała własną śmierć, by triumfalnie powrócić i rozprawić się ze wszystkimi wrogami.

Dlaczego nie? Podobno są na świecie rzeczy, o których nie śniło się filozofom.

Zresztą życie pani L. to także świetny materiał na brazylijską telenowelę. Odeszła od męża alkoholika z trójką dzieci i związała się z mężczyzną młodszym o dziesięć lat. Będąc panią po czterdziestce urodziła mu syna, a było to w czasach, gdy kobiety w tym wieku postrzegano jako babcie, które powinny kołysać wnuki, a nie własne dzieci. Pani L. dorabia sobie, sprzątając domy bogaczy. Kto wie, czy pewnego dnia nie znajdzie walizki wypchanej pieniędzmi i nie rzuci z hukiem swoich szmat i mopów? A może teściowa, która wyklęła syna z powodu nieodpowiedniego małżeństwa, na łożu śmierci wybaczy wszystko i w testamencie obdaruje jedynaka bajeczną sumką?

I wszyscy będziemy żyli długo i szczęśliwie.

Jak w brazylijskiej telenoweli…

Alicja jeszcze nie wróciła.

  2 comments for “Moja brazylijska telenowela

  1. 29 lutego 2016 o 10:18

    Czasami miewam takie sny – że rodzice wrócili do domu albo że gdzieś w pociągu spotkałam dziadka, który sfingował własną śmierć, by móc w tajemnicy podróżować po Europie… Oczywiście to tylko sny, ale wcale bym się nie obraziła, gdyby okazały się prawdą. ;-) Czasem człowiekowi łatwiej uwierzyć w coś absurdalnego niż w coś oczywistego, zwłaszcza, gdy to pierwsze daje jakiś strzępek nadziei…

    • wokulska
      29 lutego 2016 o 16:33

      W ogóle nadzieja to piękne uczucie, w najgorszych momentach życia pozwala przetrwać. To prawda, że umiera ostatnia :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *