Skok w bok

Człowiek przyzwyczaja się do zakupów w galerii. Wszystko pod ręką w jednym miejscu: apteka, spożywczy, drogeria… Miasto z czasem kurczy się do trzech, czterech miejsc. Dom, praca, galeria, kościół. Na spacery po ulicach brak czasu. Lepiej pospacerować po „uliczkach” Internetu.

Czasem jednak konieczność zmusza do zejścia z utartych szlaków. Drobiazg. Bateria w zegarku. W pierwszej chwili pomyślałam, że to świetna okazja, by rozejrzeć się za czymś nowym, w końcu zegarek ma już swoje lata. Może jakiś szpanerski smartwatch? Zaglądam do internetowych sklepów, czytam opinie, porównuję ceny i … nic. Żaden „watch” nie chwycił mnie za serce, ani smart, ani tradycyjny. Koniec końców dochodzę do wniosku, że mój stary wysłużony timex nie jest jeszcze taki zły. Trzeba tylko wymienić baterię.

W takich chwilach człowiek uświadamia sobie, że świat nie kończy się na galerii handlowej. Wychodzi z domu, zagłębia się w tajemnicze miejskie uliczki i trafia do miejsc, o których myślał, że już nie istnieją. Takich jak zakład zegarmistrza. Wypełniona zegarami kanciapa, a w niej dłubiący w mikroskopijnych mechanizmach starszy pan. Nie narzeka pewnie na nadmiar klientów, bo kiedy stoję przy kontuarze, usta mu się nie zamykają. Rozmawiamy o zegarkach, handlu i polityce. W tym czasie mój timex niczym pacjent na stole operacyjnym poddawany jest różnym zabiegom.

- Może coś pani wygra- zegarmistrz wręcza mi z uśmiechem paragon.

Nazywa dzisiejsze czasy ekonomicznym totalitaryzmem. Jesteśmy niewolnikami zakupów. Wmawia się nam, że wciąż potrzebujemy nowych rzeczy. Modele telefonów, telewizorów, samochodów zmieniają się szybciej niż pory roku i tylko ten najnowszy jest cool. Kto dziś naprawia sprzęt AGD? Kto zanosi buty do szewca? Od razu biegniemy do galerii po nowe!

Sama tak robię. Ile tych rzeczy jest mi naprawdę potrzebnych, a ile kupuję, ulegając modzie? Jeszcze niedawno miałam zamiar wydać kilkaset złotych na nowy zegarek, podczas gdy w starym wystarczyło wymienić baterię. Koszt: piętnaście złotych.

Czasem warto zboczyć z utartych szlaków.

  2 comments for “Skok w bok

  1. ~Ewa
    13 lutego 2016 o 06:17

    Witaj Droga Wokulska,
    Nareszcie nowy wpis.
    Zaskoczę Cię – ja naprawiam zepsute sprzęty, oddaję buty do szewca i wymieniam baterię w zegarku. Z bardzo prozaicznego powodu. Jestem pracującą – ubogą. Co z tego, że mam pracę, skoro płacą tyle, że za dużo żeby zdechnąć a za mało żeby przeżyć. Kupuję przedmioty dobrej jakości aby posłużyły dobrych kilka lat. Jak to ktoś kiedyś powiedział: ” Jestem za biedna, żeby kupować byle jaki towar”, I wiesz co, w moim przypadku to się sprawdza. Jeśli chodzi o ubrania, to preferuję klasykę. Tak więc ciuchy są może nie super cool i trendy ale nie odstraszają tym, że nie modne. Wiadomo – klasyka zawsze na czasie.
    Pozdrawiam

    • wokulska
      13 lutego 2016 o 07:41

      Przyznaję, miałam mały „blogowy” kryzys, ale mam nadzieję, że powoli z niego wyjdę.
      Przepraszam wszystkich stałych czytelników.
      Ewo, bardzo dziękuję za pozdrowienia. Ja niestety mam skłonność do nieprzemyślanych zakupów, na czym mój budżet czasem cierpi. Postanowiłam jednak, że będę nad sobą pracować. Zgadzam się z Tobą, rzeczy dobrej jakości i klasyka w szafie zawsze się sprawdzą. Mam koleżankę, która kupuje tylko tanio, najtańsze buty, kosmetyki, ubrania, za chwilę oczywiście musi je wyrzucić, bo albo się psują albo do niczego nie nadają. Idzie do sklepu i kupuje następne „tanie” rzeczy. Jest niereformowalna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *