Wszystkiego chorego

Zobacz, kochana, jak się urządziłam. Wracałam z kościoła, chodnik był śliski i … jadę z tym palcem na urazówkę. Całą noc nie spałam, tak mnie bolał. Może złamany? W gips włożą. A co tam u was? Wszyscy już zdrowi? To musiał być wirus jakiś. U mojego Adasia to wszyscy po kolei chorowali. Słyszałaś o Zosi? Źle z nią, białaczka. W naszym wieku kobieta. Przed upadkiem się ratowałam, posmarowałam, ale boli i boli, całą noc bolał, to jadę…

Tak mniej więcej brzmiał monolog pewnej pani w autobusie. Monolog, bo jej przypadkowo napotkana znajoma nie była chyba zainteresowana rozmową. Coś tam bąkała od czasu do czasu, nie wdając się w dyskurs o chorobach i dolegliwościach. W głosie towarzyszki słychać było zawód, takie ciekawe tematy, a ta milczy.

Niektórzy lubią rozprawiać o przypadłościach, swoich i cudzych. Fascynują ich wszelkie fizjologiczne szczegóły, na lekach znają się lepiej od lekarzy. Ileż to razy słyszałam, jak dwie starsze panie na ławeczce w parku albo w kolejce licytowały się, która jest bardziej chora, która więcej proszków bierze. Można by pomyśleć, że choroba nadaje sens życiu jednej i drugiej. Jest po co wstać rano, jest o czym porozmawiać z sąsiadką, dzieci się interesują. Zdrowe byłyby przezroczyste. Dzięki chorobie istnieją. A cudze dolegliwości? Podnoszą na duchu. Ja cierpię, ale tamta cierpi bardziej. Rozpalają ciekawość, podniecają. Wszak lubimy patrzeć na wszelkie osobliwości, anomalie, ciągnie nas do rozkładu i brzydoty, zwłaszcza w cudzym wydaniu.

Na koniec pani z autobusu życzy swej znajomej „wszystkiego dobrego”, a ja zastanawiam się, co w jej mniemaniu jest „dobre”. Czy aby przypadkiem nie kolejna choroba do kolekcji?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *