Czy ja o siebie nie dbam?

Latka lecą. Minęła nie wiadomo kiedy młodość chmurna i durna. Nikt już w sklepie nie poprosi o dowód, żadna staruszka, nawet ta z zaćmą, nie zwróci się per ty. A na skroni pierwszy siwy włos. Nie myślę obsesyjnie o umykającej młodości, czasem jednak doświadczam zaskakującej konfrontacji z pędzącym do przodu światem. Dusza dwudziestolatki chętnie przywdziałaby dżinsy z dziurami na kolanach, a tu w głowie zaczyna dźwięczeć dzwonek alarmowy: czy to wypada? Kusi modna sportowa bluza, neonowy lakier do paznokci… Może jednak nie, koleżanki przecież w statecznych sweterkach i koszulach?

A jednak dżinsy z dziurami i sportowa bluza! Obok koleżanki w sweterkach rozmawiają o swoich problemach ze zdrowiem. Ta ma sprawy kobiece, tamta coś z tarczycą, innej dokucza żołądek. Dyskutują o lekarzach jak o dobrych znajomych. Mogłyby przyznawać medyczne gwiazdki Michelin. Mój Boże, a ja nie znam żadnego specjalisty! Nigdzie się nie leczę, nie badam. Kto wie, jakie spustoszenie w moim organizmie poczyniły już te wszystkie niewykryte choroby? To, że nic nie boli, nie znaczy wcale, że człowiek jest zdrowy. Nie boli? No, głowa czasami, kręgosłup, i sercu zdarzy się zakołatać… Dziesięć lat temu można by machnąć ręką, ot bzdura!, ale dziś? Nadciśnienie, miażdżyca, osteoporoza, cholesterol…

Zaczynam się zastanawiać, czy nie podchodzę zbyt lekko do swojego zdrowia. Może ja wcale o siebie nie dbam?

Pech chciał, że ostatnio dopadło mnie przeziębienie. Pojawiła się zatem okazja, by nawiązać kontakt ze służbą zdrowia. Postanowiłam zadzwonić do przychodni, w końcu mamy XXI wiek, żeby zapisać się na wizytę do lekarza. Po godzinie daremnych prób zrezygnowałam. Telefon wyłączony. XXI wiek?! Nie w naszej służbie zdrowia. Żeby się dostać do lekarza, wciąż trzeba rano odstać swoje przed zamkniętymi drzwiami ośrodka.

No i jak tu zadbać o siebie?

  4 comments for “Czy ja o siebie nie dbam?

  1. ~buki
    30 listopada 2015 o 08:17

    Minęła młodość…hmm…Ja jeszcze jestem pod ogromnym wrażeniem filmu pt ,,Młodość,, ,a który to właściwie o młodości nie jest ale to juz subiektywne odczucie. W nadchodzącym roku pojawi się u mnie 40 w rubryce ,,wiek,, i pełnej szafy bluz sportowych i obtarganych portek nie zamierzam wymieniac na sweterki , choć i te mam ze dwa tak dla spokojności sumienia jak okazja tego wymagać będzie.Nie martwię się tym co o mnie ludzie powiedzą i czy mi wypada czy nie bo dla mnie moj nastrój sie liczy.Podobnie jak u Ciebie. I Ty masz takie spostrzeżenia jak ja (mam nadzieję, że na per ty możemy sobie popisać choć zaćmy jeszcze nie mam ale -025 dioptrii musi wystarczyć) ,że ,,dbanie,, o siebie w ostatnim czasie przybrało kuriozalną formę morderczych diet, ćwiczeń do utraty przytomności (lub odwrotnie , omdlenie z głodu i śmierć od przetrenowania) i co za tym idzie urazów , a więc także wyszukiwanie sobie wzajemnie prywatnych specjalistów- lekarzy jak kiedyś polecało sie fliziarzy czy malarzy , poźniej wymiana poglądow o nich jak o koniach na wyścigach i ile za wizyte , ile za serie zbiegów, ile w aptece się wydało na suplementy diety(idiotyczne słowo), a no i o sprawdzeniu trafności diagnozy u dr google nie zapominają! Zgroza i obłęd , o tv i radiowych reklamach nie wspomne bo biegunki umysłowej od TEGO dostaję, która to w obstrukcje sie gwałtownie przeradza kiedy muszę abonament płacić, a jedyny ,,płonący konar ,, jaki mi wyobraźnia podpowiada to pochodnia wetknięta tym co wymyślają te głupoty! Kilku kolegów ze szkolnych lat zostało lekarzami wiec znajomych mam ale pomiędzy tym co zalecają pacjentom , a tym co sami robią jest taka skrajność jak moje uczucia kiedy widzę reklamy. Tylko raz jeden ze znajomości skorzystałam bo niestety umarł mój ginekolog, a i to na poleceniu innego kolegi sie zakończyło. Co to za moda na chorowanie ? Czym się tu zjamować , ludzie, życie krótkie jest , a starość do kitu więc może pouśmiechajmy się póki nam zęby nie wypadną , a plecki jeszcze bez garba i nogi całkiem fajnie podrygują . Oj koniec tego porannego chaosu myśli i słów . Nie przynudzam już i nie nakręcam ale jeszcze tu zaglądnę jezeli pozwolisz? Pozdrawiam i zdrowia życzę tak na ciele jak i na umyśle oraz pogody ducha bo ta za oknem ….a co tam , przecież słońce jest zawsze nawet jeśli go nie widać to jest !
    Buki.

    • wokulska
      30 listopada 2015 o 17:55

      Dzięki za komentarz, oczywiście, że możemy mówić do siebie per Ty, teraz już wiem, że jesteśmy w podobnym wieku, no i obie mamy wadę wzroku ( ja -1,5) :) Zapraszam jak najczęściej, cieszę się, że ktoś znajduje na moim blogu coś ciekawego czy bliskiego i bardzo lubię czytać komentarze. Jeśli chodzi o leczenie, to dziewczyny w moim wieku, a „schorowane” jak staruszki, słucham i zastanawiam się, czy ze mną wszystko w porządku. Tabletki na potencję… nadawane tuż po dzienniku, jak tu dziecku wytłumaczyć, co rośnie temu panu pod kołdrą ;) Pozdrawiam i zdrowia życzę :)

  2. 30 listopada 2015 o 12:50

    Cienka jest granica między hipochondrią a rozsądnym dbaniem o zdrowie… Pisałam też o tym niedawno, choć w trochę innym kontekście (http://pojedyncza.blog.pl/2015/11/11/test/ ). :-)
    Zwłaszcza jesienno-zimowym okresie przeziębieniowym dochodzi kolejny element tej zdrowotnej układanki – czy gdy dopadnie nas grypa to trzeba „nie dać się objawom” i „jechać dalej” czy jednak tradycyjnie się wyleżeć, nie łazić zarażając wszystkich dookoła i trochę „zwolnić”..? ;-)

    • wokulska
      30 listopada 2015 o 17:48

      Ja po tygodniu łażenia z katarem i kaszlem stwierdzam, że do lekarza i na zwolnienie. Teraz może byłabym już zdrowa. I przysięgam sobie, że następnym razem to już na pewno pójdę. Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *