Spotkanie z przeznaczeniem

Mężczyzna, który podchodzi do mnie na przejściu dla pieszych, nie wygląda na bezdomnego. Wiele kobiet uznałoby go za przystojnego. Czarna kurtka, dżinsy, krótko obcięte włosy. Żadnego brudu ani smrodu. Pada deszcz. Skryta pod parasolką czekam na zielone światło.

Kiedy nieznajomy prosi mnie o pomoc, przyglądam się mu z wyczekującym uśmiechem. Na pewno zgubił drogę i trzeba będzie mu wytłumaczyć, jak dojść na jakąś Krzywą albo Kwiatową. On jednak pyta, czy mam coś do jedzenia. Skonsternowana wbijam wzrok w torebkę, jakby jakimś cudem miały zjawić się w niej kanapki i termos z herbatą.

Nie, nie mam nic do jedzenia. Właśnie idę na spotkanie z przyjaciółką. Jest niedziela i najbliższy czynny sklep znajduje się kilka ulic dalej. Musiałabym zawrócić, a to oznaczałoby, że spóźnię się do kawiarni. Mężczyzna przyjmuje moje tłumaczenia bez emocji. Po jego twarzy strużkami spływają krople deszczu. Trzęsie się. Z zimna, a może dlatego, że organizm domaga się kolejnej porcji alkoholu albo narkotyku. Nie nagabuje mnie, odchodzi. Zapala się zielone światło.

Nigdy nie oceniam takich ludzi: bezdomny, pijak czy narkoman, śmieć.

Dla mnie zawsze człowiek.

Jeśli prosi o jedzenie, kupuję. Pieniędzy nigdy nie daję. Idąc na spotkanie, myślę, że mogłam zawrócić, przyjaciółka na pewno by zrozumiała. Przed oczami mam wciąż twarz mężczyzny. Chciałabym odczytać z niej jego historię. Znam tylko to spojrzenie. Puste, matowe. Tak samo patrzył Z. Jego nie udało się nam uratować. Chociaż wiele osób wyciągało pomocną dłoń, Z. uparcie patrzył w dół. W swoją przepaść, w której przepadli już jego rodzice alkoholicy. Wierny jakiejś genetycznej samodestrukcji. Jak bohater antycznej tragedii, który zawsze przegrywa z fatum.

  6 comments for “Spotkanie z przeznaczeniem

  1. 16 listopada 2015 o 09:19

    Pisałam już kiedyś o przeróżnych osobach proszących nas o finansowe wsparcie (http://pojedyncza.blog.pl/2015/10/02/dac-czy-nie-dac/), ale Ty dotknęłaś sedna – mimowolnie ich oceniamy, a tak naprawdę nigdy nie znamy całej ich historii. Czasem tylko spojrzenie zdradza, co ten człowiek nosi w środku…

    • wokulska
      16 listopada 2015 o 17:01

      No właśnie, ja zawsze myślę, co było przedtem: może jakaś tragedia, może choroba, może jakiś nieszczęśliwy ciąg wypadków, bo chyba nikt z własnej woli nie wybiera życia na ulicy, a powrót do „normalnego” życia jest bardzo trudny.

  2. ~Colliberta
    16 listopada 2015 o 09:20

    Nie wiem, jak bym się zachowała, ale do jakiejkolwiek formy żebractwa mam opór…Wiem, to pewnie ostateczność, ale może pójście na łatwiznę. Bo człowieka, który jakoś daje radę też dopada zniechęcenie, niemoc, bo trzymanie się na powierzchni wymaga wysiłku. Takie osoby, jak opisywana przez Ciebie nie chcą, nie potrafią tego wysiłku dokonywać. Wolą żebrać, choć pewnie mogą iść gdzieś po pomoc, choćby taką, doraźna – najeść się…
    Pisze tak, bo taki mężczyzna przecież nie może się spodziewać, że wszyscy przechodnie na pasach noszą po torebkach kanapki dla potrzebujących…

    • wokulska
      16 listopada 2015 o 16:57

      Ten pan spodziewał się chyba, że dam mu pieniądze. Ja też nie popieram żebractwa, ale bułka czy konserwa to chyba niewielkie poświęcenie. Poza tym nie wszyscy żebrzący to pasożyty, które wybrały „łatwe” życie, tak myślę, może naiwnie…

  3. ~Colliberta
    16 listopada 2015 o 22:09

    Z pewnością woli pieniądze, ale jak poprosi „o jedzenie”, to serca łatwiej miękną… Kiedyś sąsiadka otworzyła drzwi żebrzącym o coś do jedzenia, potem otworzyła lodówkę a potem zobaczyła puszki w koszu na śmieci przy bloku. Nie były otwarte…
    Jakiś powód bezdomności, żebrania zawsze jest, ale taka pomoc do niczego nie prowadzi, jeśli oni w ogóle na to liczą… Bo co z tego, ze chwilowo głód zaspokoi, na cokolwiek… Nadal pozostanie bezdomnym,

    • wokulska
      17 listopada 2015 o 16:43

      Ja też znam takie historie, tylko jak odróżnić żebraka naprawdę głodnego od żebraka „cwaniaka”? Trudno, liczę się z tym, że ktoś może wyrzucić kupione przeze mnie jedzenie, ale nie potrafię obojętnie minąć takich ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *