Z innego wymiaru

Nastała jesień. Drzewa tracą liście i pada od kilku dni. Nie ma się co dziwić, że ludzie zmagający się przez większą część roku z szarugą, nie uśmiechają się. Tę szarugę, my Polacy, mamy w genach. Czasem marzy mi się dom w jakimś rajskim zakątku świata, gdzie słońce nigdy nie kryje się za chmurami. Czy byłabym tam szczęśliwa? A może po pewnym czasie zaczęłabym tęsknić za polską szarugą?

Śmiem twierdzić, że tej szarudze zawdzięczamy Szopena. Od razu wyjaśniam, że nie jestem miłośniczką muzyki poważnej. Nie mam w domu ani jednej płyty tego rodzaju. Nigdy nie byłam w filharmonii. Dlaczego więc wymądrzam się na temat naszego pianisty? Bo uciekając przed pustosłowiem polityków debatujących przed wyborami, trafiłam przypadkiem na transmisję z Konkursu Szopenowskiego. I przepadłam.

Za oknem deszcz dzwoni jesienny, a z telewizora wprost do serca płyną girlandy dźwięków. Nie potrafię stwierdzić, kto gra dobrze, a kto źle. Po prostu słucham i zaczynam wierzyć, że Niebo istnieje naprawdę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *