Droga do Hadesu

Otwieram szafę i stwierdzam z przerażeniem, że znów nie mam co na siebie włożyć. Niby półki pełne, ale wszystko nie takie. Nie ten kolor, krój, materiał. Jak to się stało, że rzeczy, które jeszcze kilka miesięcy temu stanowiły podstawę mojej garderoby, zupełnie się zdezaktualizowały? A zatem zakupy. Rajd po galerii i buszowanie między wieszakami. Czyż nie wspaniały sposób na spędzenie sobotniego wieczoru?

Wracam ze swoimi zdobyczami autobusem i wysiadam w centrum miasta. Nagle zdaję sobie sprawę, że jest weekend. Miasto żyje. W klubach gra muzyka i bawią się ludzie. W kawiarniach pary patrzą sobie w oczy. Szara codzienność chwilowo zostaje zawieszona. Powietrze ma inną konsystencję, czas płynie wolniej. Dziewczyna z ustami pomalowanymi czerwoną szminką biegnie na spotkanie z ukochanym. Chłopcy idą pić i podrywać. Czuję zapach piwa, papierosowego dymu i perfum.

Oni ciągną do centrum, w stronę migających świateł, gwaru, dudniącej muzyki. Ja zmierzam w drugą stronę. W ciemność i ciszę peryferii. Nagle robi mi się smutno. Wracam do domu, w którym nikt na mnie nie czeka. Jest coraz ciszej i ciemniej. Czuję się, jakbym zstępowała w podziemia Hadesu. Nagle z mroku wyłania się grupka młodych ludzi. Wszyscy są tak pijani, że ledwo trzymają się na nogach. Zataczają się, bełkoczą, ktoś zaczyna wymiotować.

Już im nie zazdroszczę. Tacy młodzi i piękni, a jednak nieszczęśliwi. Cały tydzień czekają na sobotnią „bombę”. Uwalić się tak, żeby stracić kontakt z rzeczywistością. Odlecieć. Smutne. Ciągną do centrum niczym ćmy do światła, jeszcze bardziej samotni niż ja…

  2 comments for “Droga do Hadesu

  1. ~jazzmaniaczka53
    6 października 2015 o 09:20

    A ja mam to gdzieś. Jakas fundacja robi darmowe koncerty jazzowe w Warszawie. Pije wino i jestem w niebie przez dwie godziny dziennie. Sa same dziewczyny i dobre wino. Nigdy nie wiadomo kto bedzie gral a graja mega jazzmani. Nigdzie sie nie reklamuja bo to jakis tajemniczy projekt. Wiec wam powiem Skwer Hoovera na Starym Miescie codziennie o 20.00 tajne koncerty jazzowe. Jak sie wejdzie tzreba pytac gdzie koncert w podziemiach

    • wokulska
      6 października 2015 o 15:51

      Nie jestem przeciwniczką alkoholu, wszystko jest dla ludzi, ale jeśli ktoś upija się tak, że ma siły stać na własnych nogach, to moim zdaniem ma problem. Jeśli chodzi o tajne koncerty jazzowe, wierzę na słowo. Szkoda, że nie mieszkam w Warszawie…

Odpowiedz na „~jazzmaniaczka53Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *