Anioły nie umierają

Byłam ostatnio na cmentarzu. Zapaliłam świeczki na grobie rodziców i poszłam na „obchód”. W końcu Wszystkich Świętych za pasem…

Na grobie dziadków czysto. Sztuczne kwiatki w całkiem jeszcze znośnym stanie. Ale grobek Marcinka w ruinie! Tablica z nazwiskiem przewrócona. Wazon pęknięty. Rozbite znicze. Nie było to jednak dzieło wandali, raczej skutek ostatnich nawałnic. Sam pomniczek miał prawie trzydzieści lat i już dawno obawiałam się, że niedługo runie. Liczyłam się z tym, że trzeba będzie postawić Marcinkowi nowy, ale póki stary jeszcze się trzymał, odwlekałam wizytę u kamieniarza.

Marcinek to brat, którego nigdy nie widziałam. Urodził się w szóstym miesiącu ciąży i zmarł po kilku godzinach. Dziś takie dzieci można uratować, trzydzieści lat temu nie. Na początku wcale go nie chciałam. Sama byłam nastolatką i miałam już rodzeństwo. Nie wyobrażałam sobie, by w naszym maleńkim mieszkanku miało zjawić się rozwrzeszczane niemowlę. A za mamę było mi po prostu wstyd. Czterdziestolatka w ciąży?! Kto to widział! Tymczasem w domu pojawiały się ubranka dla dziecka, pieluszki, wanienka. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam czekać.

Pewnego letniego dnia mama trafiła do szpitala i straciliśmy Marcinka. Nigdy nie nosił podarowanych przez znajomych ubranek i nie bawił się zabawkami, których nie potrzebowały już inne dzieci. Ale chociaż nie było go z nami, zostawił po sobie puste miejsce. Do dziś to miejsce jest w moim sercu.

Trzydzieści lat temu nikt nie ratował poronionych dzieci i nikt nie zajmował się matkami, które doświadczyły takiej straty. Nie było dziecka, nie ma tragedii. Ja też nie potrafiłam wesprzeć mojej mamy, byłam tylko naburmuszoną nastolatką. Dziś lepiej rozumiem, co się wtedy stało.

Idę do kamieniarza i zamawiam nowy pomnik dla Marcinka, który gdyby żył, byłby teraz dorosłym mężczyzną. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest to pomnik dla ducha albo dla moich wspomnień, dla tego, co mogłoby być i dla mojej mamy. Bo sam Marcinek wcale go nie potrzebuje. Anioły przecież nie umierają…

  2 comments for “Anioły nie umierają

  1. ~A......ka
    29 września 2015 o 20:26

    Jak zwykle pięknie napisane :) Fajnie byłoby kiedyś przeczytać Twoją książkę, myślałaś kiedyś o tym ?
    Stale podczytująca A……ka

    • wokulska
      30 września 2015 o 15:00

      Nie ukrywam, wydanie książki jest moim marzeniem, odkąd pamiętam zawsze coś pisałam :-) Może kiedyś… Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *