Klub matron polskich

Zegar tyka. Tak podsumowała swoje trzydzieści lat jedna z moich znajomych. A tu kandydata na męża ani widu, ani słychu. W ostateczności wystarczyłby kandydat na ojca, wyjść za mąż zawsze się zdąży, a z dziećmi trzeba się spieszyć. Jakiś czas potem los do znajomej się uśmiechnął. Na jej drodze stanął mężczyzna życia, który niezwłocznie został zaprowadzony przed ołtarz i wykorzystany do spłodzenia potomka. Kolejny punkt w życiorysie odhaczony.

Tacy jesteśmy nowocześni i wolnomyślni, a wciąż wiele kobiet definiuje swoją wartość przez małżeństwo i macierzyństwo. I co gorsza ocenia w ten sposób inne kobiety. Nie masz rodziny? Albo jesteś wybrakowana i nikt cię nie chce, albo myślisz tylko o sobie. Nie chce ci się pichcić obiadków i zmieniać pieluch. Korzystasz z uroków życia, podczas gdy prawdziwe kobiety poświęcają się dla dobra ludzkości. Wstyd!

Nie mam dzieci. Mimo tykającego zegara nie czuję desperackiej potrzeby ich posiadania. Z prostej przyczyny. Nie spotkałam jeszcze mężczyzny, który dla tego mojego potencjalnego dziecka gotów byłby stworzyć prawdziwy dom. Macierzyństwo to moim zdaniem niewielka rekompensata za lata męki z przypadkowym gościem. Mam przyjaciółkę, która wprost deklaruje, że dzieci mieć nie chce i już. Ładna, mądra, samodzielna.

Tymczasem w pracy, gdy wyciągam jogurt na śniadanie, słyszę pytanie, czy nie jestem przypadkiem w ciąży. Koleżanki z troską dopytują o wiek. Któraś nawet wprost spytała, czy nie chcę mieć dzieci. A gdy dyrektor zarządzi szkolenie czy nadgodziny, zgodnie protestują: ale jak to, przecież my mamy dzieci! W domyśle- niech siedzą ci, co trudu macierzyństwa się nie podjęli, do klubu matron polskich nie wstąpili.

Może trudno w to uwierzyć, ale my bezdzietni, nie jesteśmy trutniami ani nie płaczemy podczas bezsennych nocy w poduszkę. Mamy rodziny, przyjaciół, pasje. I płacimy podatki :-)

  6 comments for “Klub matron polskich

  1. ~Colliberta
    29 sierpnia 2015 o 15:39

    Znakomicie Cię rozumiem. Miałam lata całe tak samo. Zwłaszcza, że dość szybko zrozumiałam, ze chcę być z kimś, ale niekoniecznie chcę mieć dzieci. I nie mam, to mój wybór… Ale miałam tez koleżankę, szczęśliwą mężatkę, która nie miała dzieci, bo z jakiegoś powodu( nigdy o tym nie mówiła) nie mogli. A chcieli i nawet w początkach małżeństwa próbowali temu jakoś zaradzić, leczyć się…Ja jej o to nie pytałam, nie nawiązywałam, rozmawiałyśmy, jak równa z równa, bowiem zawsze mówiłam, ze nie chce. Z innymi było tak, jak piszesz… Wyobrażam sobie, jak cierpiała…

    • wokulska
      29 sierpnia 2015 o 18:24

      Cieszę się, że mnie rozumiesz, bo wśród koleżanek z pracy czuję się trochę jak odmieniec. Nikogo nie powinno obchodzić to, czy ktoś chce mieć dzieci czy nie, a jeśli nie ma, to dlaczego. Mamy prawo żyć w zgodzie ze sobą, a nie pod dyktando cudzych oczekiwań.

  2. ~carrie
    25 listopada 2015 o 20:41

    Wpadłam tutaj przypadkiem i bardzo się cieszę… Temat ,,Matron” jest mi bliski. W pracy istny babiniec…z całym bagażem spójnych co do życia kobiet poglądów. Gdy jest temat pracy w wigilię Bożego Narodzenia…dyrekcja wręcz nakłania (między innymi mnie) do tego, by dyżur wzięły te osoby bez dzieci….oczywista oczywistość- My bez dzieci nie mamy rodzin, nie potrzebujemy więc przygotowywać wigilii i czuć magii świąt. Uczucia jakie mi wtedy towarzyszą …szkoda gadać. Wśród wszystkich moich znajomych powszechne jest przekonanie, że należy odbębniać jeden spójny program na życie…ślub, dzieci a później, chrzciny, komunie…i tak dalej. Dodam, że długo byłam sama. Teraz mam kogoś. Jestem szczęśliwa. Ciągle słyszę od Bab Żab, że mój zegar tyka, nawet życzenia są w stylu, dzieci, męża itp. A ja nie planuję mieć dzieci. Cenię święty spokój, moją samotność i dodam, że mój partner ma takie same poglądy. Czy jestem egoistką? Pewnie dla wielu tak, ale cenię swój ,,egoizm”. I mam odwagę powiedzieć, że nie potrzebuję do szczęścia dzieci, ślubów i całych tych bzdur. Jestem szczęśliwa, nie planuję…Mam czas by sumiennie wyrabiać etat i nadgodziny, mam czas by rozwijać siebie. Czy jestem gorszym obywatelem? Nie czuję ,,instynktów macierzyńskich”, nie rajcują mnie cudze dzieci, zaś irytują reklamy dziecięcych pieluch i syropów i w szczególności riposty matek polek w stylu ,,jak będziesz miała dzieci to…zobaczysz”- i tu cała litania. Co takiego zobaczę? I czego doświadczę ? Olśnienia? W przeciwieństwie do niektórych znam siebie- mój związek z samą sobą już trochę trwa, i…wiem, że to nie dla mnie. Potrafię tak powiedzieć, a nie żyć złudzeniami zbierania dowodów świętości za życia posiadając papier małżeński i potomstwo. Jest pewna dyskryminacja kobiet bez dzieci, singielek lub tych żyjących na ,,kocią łapę”. Takie niby oświecone i tolerancyjne społeczeństwo. Cóż…w tym roku zamierzam walczyć o urlop w wigilię i święta! A co?:) Pozdrawiam serdecznie i obiecuję częste wizyty:) C.

    • wokulska
      25 listopada 2015 o 20:58

      Dziękuję za Twoją historię, myślę tak samo i fajnie, że nas „niematron” jest więcej. Pozdrawiam :)

  3. 21 sierpnia 2016 o 21:42

    Kiedy ten wpis powstawał – myślałam podobnie i zgadzałam się co do słowa. Ale to było jakiś czas temu. I jako kobieta po 30, a w ciąży, wrzycę swoje 3 grosze. Ku przestrodze. Po 30 roku życia ciężarnej wzrasta ryzyko chorób genetycznych płodu. Nie chodzi o downa, z którym się żyje. Wiesz, że są hospicja dla niemowląt? Bo jak się zagapisz o tydzień, to usunięcie płodu jest nielegalne i musisz rodzić dziecko, które będzie umierać z bólu przez 30 godzin lub 3 miesiące. Naturalnie, ryzyko u kobiet młodszych istnieje. Ale ich nikt nie straszy. A po 30 połowę ciąży spędzasz w strachu, w oczekiwaniu na wyniki, licząc każdy tydzień. I to jest wiedza ogólnie dostępna – stąd społeczeństwo przygląda się nerwowo tym, które nie zdążyły. Tak myślę, że właśnie o to chodzi tym wszystkim „troskliwym”. Choć nie jestem pewna. [na pociechę dodam, że po 40 wzrasta ryzyko ciąży blixniaczej ;)] A dyskryminacji zaczęłam dościadczać dopiero jako cieżarówka – jakby mi nagle IQ spadło albo jakbym była tykającą bombą. Z pełnowartościowego człowieka stałam się inkubatorem, każdy ma prawo mi dyktować, co mam nosić [szpilki w 7mym miesiącu?! dziecko, krzywde sobie robisz!/ karmić należy do 1szego roku dziecka albo i do 2go. Nie pij tyle soków, fruktoza. ...etc.] pozdrawiam

    • wokulska
      22 sierpnia 2016 o 07:56

      Ekspertek od macierzyństwa też nam nie brakuje, sama wiele razy słyszałam dobre rady dawane koleżankom w ciąży. To samo, gdy dziecko jest już na świecie. Nie podoba mi się to wtrącanie się, pouczanie, ocenianie. Ludzie uważają, że mają prawo wkraczać w cudzą prywatność. Mój brzuch to mój brzuch, moje wybory życiowe to moje wybory. Jeśli nie robię nikomu krzywdy, dlaczego mam się komuś z nich tłumaczyć? Moim zdaniem jest w Polsce jakiś dziwny kult macierzyństwa ( kult Maryi Matki Bożej), kobieta matka to dopiero kobieta człowiek. Kobieta matka jest na rękę mężczyznom, będzie spokojnie siedziała w domu, nie będzie się pchała do władzy, do kariery. Temat rzeka… Ja również pozdrawiam, życzę dużo zdrowia i siły.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *