Różowa szminka

Otwieram z nudów jakiś filmik z telewizji śniadaniowej. Pewna pani opowiada o tym, że zamiast rozpaczać po śmierci męża, to ona pocieszała żałobników na pogrzebie, a tydzień później pomalowała usta różową szminką. Bo taką sobie z mężem wymyślili filozofię. Szkoda czasu na smutek i płacz. Życie jest takie krótkie. Więc carpe diem.

Może się mylę, ale kiedy patrzę na uśmiechniętą młodą wdowę, myślę, że albo nie kochała swojego męża, albo za chwilę skończy na oddziale psychiatrycznym. Nie można żyć samą radością, zachwytem nad każdą mijającą chwilą, uniesieniem. To tak, jakby przeżyć tylko połowę życia. Poza tym tragedia zostawia w sercu człowieka rany, które teoretycznie powinny zagoić się przez rok- tyle podobno potrzeba na otrząśnięcie się po śmierci bliskiej osoby- a po ranach zostają blizny. Ja mam dwie.

Nie mogłabym pomalować WTEDY ust na różowo, bo zwyczajnie straciłam wiarę w sens takich pierdół. Przestałam planować. Nagle spojrzałam na swoje życie jakby z góry. I zobaczyłam liść rzucany wiatrem, ziarenko piasku, płynącą rzekę. Marność, marność nad marnościami.

Minął rok. Uśmiecham się i żartuję. Chodzę regularnie do fryzjera i kupuję modne ciuchy. Bawię się w zdrowe gotowanie. Piję kawę z przyjaciółką. Chodzę na spacery z panem Introwertykiem. Niby wszystko ok., norma. Rany zabliźnione.

Tylko czasem przychodzi taki dzień jak ten. Grill u znajomych. Kiełbaski, trochę piwa, gitara. Na niebie gwiazdy, za płotem rzeka. A ja marzę o tym, żeby wrócić do domu. Minuty i godziny dłużą się. Siedzę jak na szpilkach. Uciekam przy pierwszej nadarzającej się okazji. Po prostu nie mogę. Akurat dziś nie mogę słuchać śmiechu i rozmów ludzi, którzy nie mają serc podziurawionych przez życie. Może dlatego, że znów kończy się sierpień i tak samo jak WTEDY świeci słońce…

A może jestem histeryczką, która nie potrafi zapomnieć o przeszłości…

Różowa szminka i carpe diem.

  6 comments for “Różowa szminka

  1. ~Colliberta
    20 sierpnia 2015 o 20:50

    Wiesz, różnie się żal i żałobę pzrechodzi… Jak wiesz, dziś już nie stosuje się sztywnych i obowiązkowych do niedawna zasad, co do zachowania a przede wszystkim stroju.Przepisy nakazywały wszak określona liczbę miesięcy w czerni, a liczba ta zależna była od stopnia pokrewieństwa. Byłam niedawno na dwóch pogrzebach przyjaciół i nawet w tedy żałobnicy nie byli na czarno, choć tez bez ekscesów. Jak komuś ta szminka pomaga, niech będzie…
    Prawda jest tak, że czas leczy rany, choć, słusznie mówisz – blizny zawsze zostają.

    • wokulska
      20 sierpnia 2015 o 21:55

      Broń Boże, nie należę do jakichś konserwatystów,jeśli chodzi o podejście do żałoby. Tylko trudno mi uwierzyć, że można tak po prostu odciąć się od tych wszystkich emocji. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że trzeba je jakoś przerobić, nie da się przed nimi uciec. Mam czasami gorsze dni ( jak każdy), ale wierzę, że wszystko, co nas spotyka, jest po coś. Tragedie też.

  2. ~Colliberta
    21 sierpnia 2015 o 21:42

    A niekiedy trzymanie się dotychczasowego trybu życia, w tym wyglądu, te wszystkie rytuał to swoista kotwica, trzymająca nas w pionie i w jednym miejscu, nie pozwalająca na rozsypkę… Nie tylko w przypadku żałoby obserwuje, ze ludzie, którzy maja jakoś uporządkowane życie – wszelkie kataklizmy łatwiej i szybciej pokonują.
    A propos szminka – ja się maluje zawsze, ale to zawsze. I nie wyobrażam sobie wyjścia bez. nawet w najgorszy czas, w czasie choroby – makijaż i umyte, ułożone włosy musiały być.
    Tak to widzę…

    • wokulska
      22 sierpnia 2015 o 09:00

      To prawda, zajmowanie się różnymi codziennymi drobiazgami odciąga od rozpamiętywania przykrych chwil, a kiedy człowiek zadba o siebie, to też czuje się lepiej. To trochę takie zaklinanie rzeczywistości- chcemy, żeby było dobrze, normalnie, tak jak kiedyś. I dobrze, nie można usiąść i do końca życia trwać w rozpaczy. Jednym przychodzi to łatwiej, a inni potrzebują więcej czasu.

      • ~Colliberta
        22 sierpnia 2015 o 14:16

        To prawda. Powiem Ci, ze jakoś nie ufam takiej ostentacji – kobieta zwykle zadbana nagle snuje się od stóp do głów na czarno, włos zmierzwiony, twarz zbolała, paznokcie obłamane…
        Uciekam od takich osób, bo nie jestem w stanie pomóc a one w dodatku są zwykle wampirami energetycznymi…

        • wokulska
          22 sierpnia 2015 o 16:03

          Zobaczcie, jak cierpię, jaka jestem biedna… Znam takie przypadki. Nie znoszę udawania, robienia czegoś na pokaz, manipulowania współczuciem innych. I w żałobie trzeba mieć jakąś klasę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *