Urlop moich marzeń

Urlop. Po całym roku ciężkiej pracy kilka tygodni zasłużonego odpoczynku. Czekam na te tygodnie cudownego lenistwa i w marzeniach snuję wizje, w których to leżę na balkonie z książką w ręku, a przyjemny zefirek od czasu do czasu owiewa moją twarz. Niebo jest błękitne, ptaszki ćwierkają, telefon milczy.

Urlop ma się składać z samych przyjemności. Po pierwsze odeśpię wreszcie te wszystkie poranki, kiedy budzik wyrywa z najlepszego snu i człowiek przez godzinę snuje się jak nieprzytomny, czekając, aż kawa zacznie działać. Nie chodzi o to, żeby wylegiwać się w łóżku do południa, tylko po prostu wyspać. Niech organizm sam decyduje, ile mu potrzeba. Po drugie koniec z jedzeniem śniadania w biegu. Urlop to czas na celebrowanie poranków: tosty z domowym dżemem i dobra kawa z mlekiem, a w tle letnie przeboje nadawane przez radio. Po trzecie żadnego przymusu, czyli generalnych porządków, mycia okien, malowania, wizyt u dentysty. Relaks, relaks i jeszcze raz relaks.

I to by było na tyle. Tak się bowiem dziwnie składa, że termin mojego urlopu zawsze pokrywa się z terminem rozpoczęcia jakiegoś remontu. Tym razem roboty drogowe. Pod oknem już rozłożyła się brygada panów w żółtych kamizelkach ze swoimi maszynami z piekła rodem. Siódma rano: maszyny zaczynają warczeć, panowie krzyczą. Huk, warkot, gołe torsy i niewyszukane dialogi. I tak do wieczora. A błogie poranki i relaks diabli wzięli.

Może jednak umówić się z dentystą?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *