Ćwiczenia z marketingu

Powiedzmy, że dziś większość sprzedawców hołduje zasadzie „klient nasz pan”. Konkurencja jest tak duża, że trzeba dbać o każdego kupującego, bo źle obsłużony następne zakupy zrobi gdzie indziej. Strata klienta to strata dochodu. Proste.

Robiłam ostatnio zakupy w pewnej perfumerii. Już od progu przywitała mnie miła pani, która zaoferowała pomoc. Ja wybrzydzałam, a ona cierpliwie smarowała mnie różnymi maziami, aż znalazłam tę, o którą mi chodziło. Spytała uprzejmie, czy może jeszcze czymś służyć. Właściwie czemu nie? Skoro już tu jestem, to zobaczę jeszcze to i owo. Miałam kupić jedną rzecz, kupiłam trzy. Na odchodnym pani wyszła zza kontuaru i wręczyła mi moje „mazie” zapakowane w piękną torebkę, do której wrzuciła jeszcze kilka próbek. Opuszczałam sklep niczym królowa. Wypieszczona i wygłaskana.

W drodze powrotnej do domu wstąpiłam do sklepu spożywczego. Wymyśliłam sobie kluski ziemniaczane na obiad i potrzebowałam kawałka boczku na skwarki. Stanęłam grzecznie przy ladzie i poprosiłam panią ekspedientkę, by ukroiła mi gruby plaster z konkretnego kawałka boczku. Pani z pokolenia, które z rozrzewnieniem wspomina czasy komuny, rzuciła mi spojrzenie w stylu „przylazła i d… zawraca”. Wyjęła boczek, a że była to końcówka, chlastnęła go nożem na pół, zamiast ukroić żądany plasterek.

- To którą pani chce?

- Obie są za duże, potrzebuję plasterka- idę w zaparte.

Gdyby spojrzenie mogło zabijać, na pewno padłabym trupem. Pani zaczęła tak wywijać nożem, że tylko czekałam, jak się nim gdzieś dziabnie. W końcu ukroiła mi ten nieszczęsny plaster i zapakowany w torebkę rzuciła na ladę:

- Prrroszę!

Wzięłam bez słowa i poszłam. Biedna szara myszka.

Pytanie za sto punktów: do którego sklepu wrócę po zakupy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *