Mam na imię Stasia

Smutna jest starość. Podobno nie udała się panu Bogu. Stary człowiek choruje, dziecinnieje, często na ostatnie lata życia zostaje sam. Starzy ludzie potrzebują opieki tak jak dzieci, tylko że czas i pieniądze poświęcone dla dziecka są inwestycją- dziecko kiedyś dorośnie i stanie się pożytecznym obywatelem, a stary człowiek może tylko umrzeć. Nic z niego nie będzie, zero zysków, same koszty.

Jest w naszym mieście pewna galeria, w samym centrum, blisko rynku. W środku na ławeczkach siedzą starzy ludzie. Brzydcy, smutni, zagubieni. Nawet latem ubrani w ciepłe swetry i marynarki. Nie robią zakupów. Po prostu siedzą i patrzą. Na przelewającą się ludzką rzekę. Oni nie potrzebują tych wszystkich nowych modeli smartfonów, upiększających kosmetyków i bestsellerów z pierwszej dziesiątki empiku. Nie korzystają z bankomatów, nie jedzą w fastfoodach. Przychodzą do galerii po namiastkę ruchu, życia, kontaktu z drugim człowiekiem. Może tu bardziej niż w pustym mieszkaniu czują, że jeszcze nie umarli.

Pewnego dnia ja też siadam na jednej z tych ławek. Czekam na siostrę, która robi zakupy. Obok mnie przysiada starsza kobieta. Gruba, spocona, w burej workowatej sukience. Potem podchodzą jeszcze dwie staruszki, matka i opiekująca się nią córka.

- Siadaj, siadaj tu i nie ruszaj się. Jestem obok. No i widzisz, po co ja cię brałam? Przewróciłaś się. Dobrze, że na chodnik i nic się nie stało. Jak ja teraz zakupy zrobię? Sama widzisz, że się nie nadajesz na wychodzenie- mówi córka.

Można by pomyśleć, że strofuje małe dziecko.

- Proszę pani, niech pani idzie po te zakupy. Ja tu i tak siedzę, to popilnuję mamy- odzywa się gruba kobieta.

-  Ale mama ucieka. Nie można jej spuścić z oka. Już kilka razy szukaliśmy jej przez policję- tłumaczy córka.

- Posiedzę z nią, niech się pani nie boi.

- To może pójdę, dziękuję pani. Zaraz będę z powrotem.

Kobieta znika w pobliskim sklepie spożywczym.

- Co kochana, ciepło się zrobiło?- grubaska zagaduje staruszkę.

- Ja jestem Stasia, a ty?- odpowiada tamta.

- Krysia. Posiedzimy tu sobie razem. Córka zaraz przyjdzie.

- Ja jestem Stasia…

- Tak, Stasia, Stasia. A ile masz lat?

- Ja jestem Stasia… A ty?

 

  2 comments for “Mam na imię Stasia

  1. ~Colliberta
    1 czerwca 2015 o 18:49

    No, tak to właśnie jest. Poruszyłaś tu mnóstwo zagadnień związanych ze współczesną starością. Raz, ze starsi tak łatwo odpuszczają, nie chcą z życia czerpać. To się, na szczęście zmienia, powoli, ale zmienia. Natomiast wielkim problemem staje się opieka nad rodzicami, której ci potrzebują wówczas, gdy dziecko też już jest stare i też chcialoby zając się tylko sobą…A to będzie narastać wraz z przedłużaniem się życia…
    Moja mama nareszcie chyba zrozumiała, że ja już też nie wejdę na trzymetrową drabinę, by umyć wysokie okna…:) Chociaż, może po prostu nic nie mówi…:)

    • wokulska
      1 czerwca 2015 o 19:26

      Podobno społeczeństwo się starzeje, walczymy o żłobki i przedszkola, a co ze staruszkami? My też kiedyś będziemy potrzebować opieki, a wielopokoleniowych domów już nie ma. Zagonieni młodzi nie mają czasu dla dzieci, a co dopiero dla starych i niedołężnych krewnych. Mam nadzieję, że z czasem coś się w tej kwestii zmieni na lepsze. Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *