Piękny dzień

Pierwszy ciepły słoneczny dzień po niemal dwóch tygodniach zimna, deszczu i wiatru. Słychać śpiew ptaków i czuć zapach wiosny. Na niebie żadnej chmurki.

Stoję na przystanku i rozkoszuję się promieniami słońca. Właśnie rozpoczął się weekend, a ja mam w planach zakupy i spotkanie z przyjaciółką. Dziś życie jest piękne. Mojego dobrego nastroju nie jest w stanie zepsuć, jak zwykle o tej porze, przepełniony autobus ani pasażerka konwersująca zawzięcie tuż nad moim uchem. Za pół godziny wysiądę i pójdę sobie przez park spacerkiem do domu.

W autobusie robi się coraz ciaśniej. Mimo otwartych okien jest gorąco i duszno. Nagle niedaleko mnie robi się jakieś poruszenie. Tłum faluje, słychać okrzyki. Ktoś przepycha się w stronę siedzeń.

- Niech pan usiądzie! Niech pan usiądzie! Okna! Otwórzcie okna!- krzyczy histerycznie jedna z kobiet.

Ktoś prowadzi słaniającego się na nogach starszego pana. Babcie okupujące miejsca siedzące jakoś się nie zrywają. Jedna patrzy na drugą i nic. W końcu jednak udaje się posadzić staruszka. Przez chwilę toczy wokół półprzytomnym wzrokiem, a potem odpływa. Nie jest to zwykłe omdlenie. Mężczyzna umiera na naszych oczach. Kilka osób rzuca się na ratunek. Kierowca zatrzymuje autobus i wzywa karetkę. Tłumek nadal tkwi w autobusie.

Wychodzę na zewnątrz. Mogłabym zostać i patrzeć, a potem opowiadać koleżankom: kochana, nie uwierzysz, co mi się przytrafiło, jak wracałam z pracy… Wolę nadłożyć drogi i wrócić do domu na piechotę. Uspokajam się, gdy słyszę sygnał nadjeżdżającej karetki. Od wezwania nie minęło nawet pięć minut. Może jeszcze zdążą. Może uda się uratować staruszka?

Życie i śmierć są jak dwie strony tej samej monety. Jedno nie istnieje bez drugiego. Mimo że wciąż mam przed oczami twarz umierającego mężczyzny, mój dzień … jest piękny.

  9 comments for “Piękny dzień

  1. ~Colliberta
    10 kwietnia 2015 o 20:47

    taka historia…skłania do refleksji. Ostatnia droga… ciekawe, czy tak miało być, czy śmierć zaskoczyła? mam cichą nadzieje, że karetka odegnała kostuchę…

    • wokulska
      10 kwietnia 2015 o 21:29

      Ja też mam nadzieję, że wszystko skończyło się szczęśliwie. To straszne, że człowiek wychodzi z domu i nagle po prostu znika.

  2. ~Colliberta
    11 kwietnia 2015 o 14:14

    Zawsze się o tej chwili myśli, że się zdąży coś powiedzieć, przekazując, załatwić…a tu trach i cię nie ma.

  3. 13 kwietnia 2015 o 18:19

    Oby wszystko skończyło się dobrze! Trzymamy kciuki za tego pana.

  4. ~kobieta-nie-typowa
    13 kwietnia 2015 o 18:48

    Mam rozumieć, że to babcie w pierwszej kolejności maja obowiązek się poderwać, czy w przepełnionym autobusie siedziały tylko babcie? Druga sprawa, to podjecie reanimacji – mam nadzieję, że ktoś się tym zajął. Czepiam się ale nie bez powodu. Na swoim własnym przykładzie przekonałam się jak wszyscy mają w d…e człowieka który potrzebuje pomocy.

    • wokulska
      13 kwietnia 2015 o 19:28

      Już wyjaśniam: najbliżej całego zdarzenia siedziały właśnie starsze panie, które niespecjalnie rwały się do pomocy; staruszkiem zaopiekowali się pasażerowie, oczywiście byli też tacy, którzy po prostu się gapili. Wszystko działo się bardzo szybko, karetka przyjechała błyskawicznie.

      • ~kobieta-nie-typowa
        14 kwietnia 2015 o 07:17

        Widzisz, te staruszki niewiele pomogą i zdają sobie prawdopodobnie z tego sprawę. W przypadku ewentualnej reanimacji potrzebne są umiejętności i sporo siły, nie jakiejś nadludzkiej, ale zwyczajnej siły sprawnego człowieka. Nie chcę usprawiedliwiać staruszek, ale one raczej nie mają ani siły ani umiejętności, więc bały się prawdopodobnie zaszkodzić. Co do gapiów, to jeszcze typowe w naszej społeczności, że ciekawość zwycięża nad koniecznością logicznego myślenia. Tłoczą się i zabierają choremu powietrze. Dobrze, że byli tacy co chcieli pomóc. Mnie na dziesiątki spotkanych osób pomogła jedna, reszta mijała mnie przyglądając się z ciekawością.

        • wokulska
          14 kwietnia 2015 o 08:09

          Przykro mi, że spotkało Cię coś takiego. Sama nigdy nie znalazłam się w sytuacji, gdzie musiałabym ratować czyjeś życie. Chciałabym powiedzieć, że na pewno wiedziałabym, co robić, ale takiej pewności nie mam. Mogę mieć tylko nadzieję, że zachowałabym się właściwie. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *