Książę i wariatka

Mój kuzyn ożenił się z wariatką. W dodatku związał się z nią potrójnym węzłem: małżeńskim, kredytowym i zawodowym. Wyplątać się z czegoś takiego bezboleśnie zakrawa na cud.

Oczywiście wariatka długo ukrywała swoje skłonności. Ładna, zgrabna, miła. W malutkim wiejskim domku w towarzystwie toksycznej matki czekała na swojego księcia z bajki. Kiedy się zjawił, gotowa była zrobić wszystko, byle tylko zabrał ją ze sobą. Taka biedna, stłamszona, poniewierana. Szlachetne serce kuzyna drgnęło. Potem wszystko potoczyło się szybko. Dziecko. Ślub. Dom na kredyt. Wspólna firma. A zła mamusia za górami, za lasami. Bajka, która powinna zakończyć się słowami: żyli długo i szczęśliwie.

Niestety, życie nie pisze pięknych bajek. Ta jeszcze się nie skończyła, ale wszystko wskazuje na to, że happy endu nie będzie. Księżniczka zamieniła się w żabę. Robi wszystko, by zniszczyć zdobytą z takim trudem stabilizację i rodzinę. Jest chorobliwie podejrzliwa i zazdrosna. Żadne czyny ani słowa nie są w stanie przekonać jej, że mąż naprawdę kocha i nie zdradza. Uważa, że jest wykorzystywana i poniewierana. Histerycznie szlocha do słuchawki, skarżąc się na swój los przypadkowym osobom. Mój biedny kuzyn stał się domowym tyranem!

Wariatka zaniedbuje obowiązki zawodowe, bo od czasu do czasu z hukiem odchodzi z firmy. Od czasu do czasu również się wyprowadza. Życie z nią przypomina spacer po polu minowym.

I tylko dziecka żal.

Czasami zastanawiam się, czy ludzie nie wiążą się ze sobą tylko po to, by wzajemnie się dręczyć. Wychowani w dziwnych, chorych domach nie wiedzą, co to czułość, szacunek i wsparcie. Nie znają, więc niszczą. Wolą to, co nie jest obce. Budują własny dziwny, chory dom. I w całym tym nieszczęściu wreszcie są szczęśliwi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *