Seks sprzeda wszystko

Szkolenie. Magiczne słowo. Dziś wszyscy szkolą się na potęgę. Bez szkoleń my szeregowi pracownicy zaludniający różne biura i pokoje przestalibyśmy się rozwijać. Siedzielibyśmy przy swoich biurkach i powoli obrastali pajęczynami i mchem, a gdzieś tam za oknem świat mijałby nas z prędkością Pendolino, mknąc ku lepszej przyszłości. A zatem szkolenie!

Przystojny pan ekspert ma odkryć w nas nieprzebrane pokłady kreatywności. Kreatywność. Kolejne magiczne słowo. Chcesz gonić Pendolino, musisz być kreatywny. W przeciwnym wypadku: mech, pajęczyny albo, jak mawia moja znajoma, kaplica.

Ekspert zaczyna od prezentacji. Przewijając kolejne slajdy, to tu, to tam wplata jakąś anegdotkę czy żarcik. Tyle że z tych pikantniejszych. Wszyscy nadstawiają uszu, nawet ci, którzy przycupnęli gdzieś w kącie z nadzieją na drzemkę. Podobno dzięki seksowi można sprzedać wszystko, i proszek do prania, i telewizor. Trochę wiedzy widocznie też. Pan ekspert podbudowany naszym entuzjazmem sypie jak z rękawa historyjkami o stosunkach i orgazmach. Czas mija nie wiadomo kiedy.

Po kilku godzinach szkolenia niewiele mogę powiedzieć o tkwiących we mnie pokładach kreatywności, doskonale za to pamiętam opowieść o urzędnikach z jakiegoś europejskiego instytutu, którzy zajmowali się ustaleniem średniej długości męskiego członka w poszczególnych krajach Unii.

Ale na koniec coś z innej beczki. Żeby nie było, że my dorośli to tylko o jednym. Koleżanka polonistka została wysłana przez dyrektora na warsztaty… pieczenia chleba. I co? Pojechała. I piekła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *