Ciepło – zimno

I jak tu się nie rozchorować? Wsiadam rano do autobusu komunikacji miejskiej, na zewnątrz jest około dwóch stopni ciepła, w autobusie dwadzieścia jeden. Mam na sobie zimową kurtkę i buty, pan kierowca twarzową błękitną koszulę. Ciepło buchające z grzejnika sprawia, że czuję się jak warzywo gotowane na parze. Zanim całkiem zmięknę, przesiadam się. Dalej od grzejnika, bliżej ożywczego powiewu docierającego zza drzwi. Przed oczami zaraz wyświetla mi się scena z filmu „Dzień świra”. Główny bohater jedzie gdzieś autobusem i co chwila on i inni pasażerowie zmieniają miejsca. Uśmiecham się.

W pracy natomiast uchylone okna. Ktoś co chwila otwiera drzwi i lodowaty podmuch owiewa mi plecy. Trzęsę się jak galareta, koleżanka obok ubrana w bluzeczkę z krótkim rękawem pracuje jak gdyby nigdy nic. Wiek czterdzieści plus, od jakiegoś czasu skarży się na uderzenia gorąca, więc wszystko jasne- menopauza. W końcu tracę czucie w palcach. Wstaję i zamykam okno.

Kiedy już wydaje się, że nic nie zakłóci mojego komfortu termicznego, dochodzi do awarii pieca. Po całym budynku zaczyna się snuć gryzący dym. Znów trzeba otwierać okna. I drzwi. Zimny wiatr hula po pokojach. Lepiej chyba przeziębić się niż udusić, myślę sobie i niecierpliwie czekam na powrót autobusem do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *