Ballada o pewnym spadku

Była sobie pewna rodzina. Trzech braci i trzy siostry. Rodzice wychowali ich w duchu chrześcijańskich wartości i szacunku dla pracy. Potem oni tak samo wychowywali swoje dzieci.

Pewnego dnia jeden z braci zmarł nagle. Był kawalerem i mieszkał wraz z rodziną najstarszej siostry. Jako człowiek pracowity, skromny i bez nałogów dorobił się niewielkich oszczędności. Nie zostawił jednak testamentu.Tuż po pogrzebie rodzeństwo zebrało się i ustaliło, że najstarsza siostra zajmie się załatwianiem spraw spadkowych. Kochali się i ufali sobie wzajemnie.

Gdy jednak minął pierwszy żal, do głosu doszedł rozsądek. Może zbyt pochopnie upoważnili do wszystkiego siostrę? Brat dużo zarabiał, nie wydawał, oszczędzał. Kto wie, ile uciułał? Jego majątek rósł z dnia na dzień. Życzliwi podpowiadali jeszcze to i owo.

Dziś piątka rodzeństwa nie rozmawia ze sobą. Poróżniły ich pieniądze, w dodatku wydumane, bo tych prawdziwych nie było znowu tak dużo. Padły jednak słowa ostre jak noże, po których zostały wciąż otwarte rany.

Za „majątek” po bracie kupili sobie nowe telewizory i pralki. Włączają je z prawdziwą satysfakcją. W końcu to ich, wyszarpane, wywalczone. Tylko w kościele trzeba uważać, żeby nie stanąć blisko siebie. Ksiądz przecież mówi: przekażcie sobie znak pokoju, a jak tu po tym wszystkim podać sobie ręce?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *