Moje dziecko to pasożyt

Z. ma dwoje dzieci. Niedawno zaczął się rok akademicki i pociechy wyfrunęły z domu na studia. Każda zaopatrzona w okrągłą sumkę i zapas jedzenia na miesiąc. Niestety, już po dwóch tygodniach studenci nie mieli z czego żyć.

Z. ze szczegółami opowiada, ile dała na to i na tamto. Co syn kupił dziewczynie i ile córka wydała na buty. Syn ma gest, nie to co jego ojciec, a córka potrzebowała nowych butów do nowej sukienki, musi przecież jakoś wyglądać. Rodzice opłacają wynajęte mieszkania i paliwo do samochodów, które też kupili za własne ciężko zarobione pieniądze. My, słuchacze, moglibyśmy wypełnić zeznanie podatkowe Z., gdyby zaszła taka potrzeba.

Z. niby narzeka, że dzieci stale potrzebują na coś pieniędzy, że wydają bez opamiętania, że nie szanują pracy jej i męża. A jednak… tylko narzeka, nic z tym nie robi. Otwiera portmonetkę za każdym razem, gdy jedna czy druga pociecha wyciągnie rękę. Na szczęście na biednego nie trafiło. My, słuchacze, tak się po cichu zastanawiamy, czy Z. narzeka czy może raczej się chwali? Ot, taki zawoalowany komunikat na temat własnych, całkiem sporych, możliwości finansowych.

Z rozrzewnieniem wspominam czasy własnych studiów. Nie miałam wynajętego mieszkania i samochodu. Czasami cały tydzień trzeba było przeżyć na topionym serku i chińskich zupkach. Żeby kupić sobie coś ekstra, łapałam wszelkie dorywcze prace, jakie się trafiły. Przetrwałam nawet dwa tygodnie w chłodni. Było ciężko. Ale może dzięki temu teraz jest łatwiej. Bo nie wyrosłam na darmozjada i egoistkę.

Dzieci Z. nigdy nie pracowały. Nie pomagają w domu. Rodzicielską miłość mierzą wysokością kieszonkowego.

Kocham, więc daję.

I krzywdzę.

Bo hoduję kogoś, kto nie ma pojęcia o wartości pracy. Dla kogo być to mieć.

  14 comments for “Moje dziecko to pasożyt

  1. 24 października 2014 o 19:09

    Cóż, wychowanie dzieci to nie łatwy kawałek chleba. A pieniądze nie są substytutem obecności, miłości, rozmowy. Ciężki temat. Nie wiem, co więcej dalej napisać.

    • wokulska
      24 października 2014 o 19:57

      Dziękuję za komentarz, ja nie lubię mówić o pieniądzach i nie lubię, kiedy mówią o nich inni. Nie ma jednej dobrej recepty na wychowanie dzieci, ale spełnianie każdej ich zachcianki to chyba nie jest droga do sukcesu wychowawczego. Pozdrawiam :)

    • 7 listopada 2014 o 10:27

      Najlepsze wychowanie dzieci przez domowe obowiązki i pracę. Poleć dziecku oferty pracy http://www.praca4u.net
      Zarobi i doceni wartość pracy dorosłych.

  2. 29 października 2014 o 09:49

    Mnie rodzice sami poniekąd wychowali na pasożyta – ale że nim byłam, widzę dopiero teraz, gdy skończyłam już studia. Mówili: ucz się, zdobądź wykształcenie, wybierz studia dzienne, wtedy więcej wyniesiesz z edukacji, a dyplom więcej będzie wart. No to wybrałam, piękne Budownictwo na Politechnice Śląskiej, mam piękny dyplom inżyniera. Mieszkałam z rodzicami, pracowałam sobie w weekendy „na czarno”, zdobywając kilka stówek na swoje wydatki – ciuchy, kosmetyki, impreza raz na jakiś czas, wakacyjny wyjazd, weekendowy wypad.

    Jestem budowlańcem, a obecnie zajmuję się pozycjonowaniem stron internetowych, na stażu… zamiast stać w białym kasku przy budowie śląskiej DTŚ. I jednym z moich dzisiejszych zadań jest dodawanie komentarzy na blogach… które mają w sobie zawierać link do strony firmy Fiac: http://fiacpolska.pl/ – i postanowiłam dodawać je z prawdziwymi komentarzami dotyczącymi wpisów, żeby nie zostały potraktowane jako spam przynajmniej przez kilku bloggerów:-) Licząc na to, że moje wpisy nie zostaną skasowane:-)

    • ~Lucy
      7 listopada 2014 o 12:00

      Mojemu mężowi gdy była na studiach (nie byliśmy jeszcze wtedy małżeństwem) rodzice też mówili, żeby szedł na dzienne, zabronili mu pracować, bo najważnieszy jest dyplom z wysoką oceną. Dawali mu pieniądze, opłacali mieszkanie, robili wszystko za niego, a on miał się uczyć i zdawać dobrze egzaminy, w rezultacie pobierał stypendium za wyniki w nauce. Problem zaczął się gdy skończył studia, przyszedł do mnie i mówi, że nie wie co teraz robić, bo nie umie szukać pracy i nie wie co robić na rozmowie kwalifikacyjnej. Na koniec dodał, że się boi. A ja załamałam ręcę

  3. 7 listopada 2014 o 08:59

    Ja wyszłam z założenia, że jeśli chcę studiować i nie mieszkać w domu, to muszę zarobić i zarabiałam jako niania. Owszem mama pomagała w miarę możliwości, ale na życie zarabiałam sama, czułam taki obowiązek.

  4. 7 listopada 2014 o 10:12

    dzieci na studiach zawsze wiążą się z wydatkami, a ich podejście do sprawy „mamo daj” to już konsekwencja wychowania i wpajanych wartości, nieprawdaż?

    • wokulska
      7 listopada 2014 o 19:48

      Prawdaż, prawdaż :-) Jestem tylko ciekawa, jak takie dzieci zachowają się za parę lat, kiedy to ich rodzice będą potrzebowali pomocy i opieki…

  5. 7 listopada 2014 o 10:20

    A ja sobie świetnie radzę! Polecam wszystkim, którzy nie chcą być pracoholikami.
    Pracuję w domu 4-5 godz dziennie, mam czas dla rodziny i swoje zainteresowania.
    Zarabiam świetne pieniążki a nie przepracowuję się. I o to chodzi prawda?
    Polecam
    pracazdomu.com/gberes

  6. ~Bejca
    7 listopada 2014 o 10:56

    Studia!! Kiedyś to była wspaniała sprawa!! Skończyłam je równo 5 lat temu i mam wrażenie, że udało mi się uniknąc darmozjadów wokół. Przecież ta studencka „bieda” niesamowicie nas jednoczyła. Ściskaliśmy się razem w komunikacji miejskiej, dzieliliśmy się bigosem od mamusi, w akademiku ciągle się przesiadywało w nieswoim pokoju i coś tam się broiło. Na początku komputer miało kilka osób, więc trzeba było się dzielic!! Jak wspaniale się to wspomina!!

    • wokulska
      7 listopada 2014 o 19:43

      Nie ma to jak akademik, pięć lat spędzonych w domu studenckim to chyba najlepszy czas w moim życiu. Studencka „bieda” jak najbardziej i przyjaźnie, których dziś próżno szukać. Do tego kluby studenckie i imprezy… Łza się w oku kręci:-)

  7. 7 listopada 2014 o 13:06

    Widzę, że nie jestem sam, bo jeszcze Ty poruszasz tę tematykę. Pozwolisz się zaprosić?
    Pozdrawiam

    • wokulska
      7 listopada 2014 o 19:49

      Dziękuję za zaproszenie, postaram się zajrzeć. Również pozdrawiam.

  8. 7 listopada 2014 o 21:30

    OMG !!! mamuśka wychowała hieny na własnej piersi, tylko pogratulować i strasznie skrzywdziła tym swoje dzieci, nawet nie wie jak strasznie

Odpowiedz na „~praca4uAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *