Czar ślubnej sukni

Myślałam, że jestem odporna. Białe suknie, welony, weselne torty. Rekwizyty bez większego znaczenia. To nie dla mnie. Jestem stara i gorzka.

Ale siostra prosi, by pomóc jej w wyborze sukni ślubnej. Razem udajemy się do salonu poleconego przez koleżankę. Siadam w miękkim fotelu i czekam, aż pani odsłoni czerwoną kotarę. Uśmiecham się w myślach: scena jak z taniej romantycznej komedii. Po chwili zasłona przesuwa się w bok, a na podwyższeniu stoi moja siostra w długiej białej sukni. I ja taka stara i gorzka czuję, jak ściska mnie w gardle. Moja siostra, która na co dzień wybiera dżinsy albo legginsy. Szara mysz. Zamieniona w królewnę. Szkoda, że mama jej nie zobaczy…

Kobieta w pełnym majestacie. Trochę jak księżniczka z minionej epoki. Czar białej koronkowej sukni działa.

Zmieniam zdanie. Może jednak miłość warta jest takiej oprawy. Tego całego święta i ślubnej celebry. W końcu to jedyna rzecz, która ma w życiu znaczenie. Miłość. Ona jedna.

Siostra promienieje. Cieszę się, że jest szczęśliwa.

  1 comment for “Czar ślubnej sukni

  1. 19 października 2014 o 20:28

    Miłość jest najpiękniejsza w swej prostocie…. usłyszałam kiedyś, ale wiem, że te drobiazgi czynią ją jeszcze bardziej wyjątkową. Biała suknia to jak wisienka na torcie :) pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *