Uroki bezdzietności

Nie masz dzieci, więc…

Ostatnio kilka razy miałam okazję usłyszeć taki tekst. Nie mam dzieci, więc nie jestem w stanie zrozumieć, co czują i z czym muszą się borykać na co dzień moje koleżanki matki. Nie wiem, jak to jest wrócić do domu po szesnastej, zrobić zakupy, zaprowadzić dziecko na angielski albo tańce, a rano gotować obiad.

Nie mam dzieci, a zatem mam mnóóóstwo wolnego czasu. Mogę pisać sprawozdania i uzupełniać tabelki, nie pozbawiając w ten sposób potomka matczynej uwagi i miłości. Co tam mogę! Powinnam! To niesprawiedliwe, że takie jak ja, bezdzietne egoistki, leżą na kanapie z książką w ręku, podczas gdy matki tyrają na dwóch etatach, w pracy i w domu. Będąc „niematką”,  jestem kobietą wybrakowaną, niepełnowartościową.

Oto przykład. Jako wyznaczona przez dyrektora szefowa zespołu podzieliłam zadania do wykonania po równo między siebie i koleżankę-matkę. Po tygodniu oświadczyła mi z ciężkim westchnieniem: nie zrobiłam jeszcze, nie miałam czasu. Przez chwilę czułam się winna, może przesadziłam, za dużo dałam jej do zrobienia? O tym, że nad swoją częścią pracy ślęczałam pół soboty, nawet nie wspomniałam. Przecież nie mam dzieci… Koleżanka w końcu uporała się z tabelkami. Kiedy jednak dokładnie się im przyjrzałam, odkryłam wiele braków. A to tak trzeba było zrobić? Pyta koleżanka „szczerze” zdziwiona. Czegoś tam nie mogła znaleźć, czegoś nie było…

Wracam do domu i poprawiam jej pracę. Zagryzam zęby i poświęcam swój wolny czas. Przecież nie mam dzieci, nie jestem matką…

Nawigacja po wpisie

  2 comments for “Uroki bezdzietności

  1. 7 listopada 2014 o 08:55

    Pracę powinno się wykonywać w pracy – nie w domu (chyba, że otrzymuje sia za to wynagrodzenie). Każdy ma prawo do swojego życia, bez względu na to czy matką jest, czy nie.

  2. ~Marek
    7 listopada 2014 o 14:21

    Witam serdecznie,
    Posiadanie dzieci nie jest usprawiedliwieniem. Trzeba niestety się zorganizować, biorąc pod uwagę „środowisko życiowe”. U mnie było w domu czworo gdy przez rok uczyłem angielskiego i miałem kaca moralnego, że nie mogę na spokojnie przygotować się do lekcji. A miałem maksymalną ilość godzin i 11 klas oraz 2 osoby indywidualnie. Uczniowie nie są winni i mają prawo do tego, aby ich nauczyć. Jedna z koleżanek przychodziła często zmęczona, na ostatnią chwilę – miała małe dziecko. Tak się składa, że uczyła moją córkę i pewnego dnia zorientowałem się, że robiła błędy typu wymowa nowych słów (np. „cereal”). Najwyraźniej nie czytała wcześniej lekcji w podręczniku. A potem się córka ze mną kłóciła, gdy ją poprawiałem. Ja starałem się wykorzystywać pokój nauczycielski. Aha – oprócz 4 dzieci miałem w domu 1 osobę, która zajmowała mi nieporównanie więcej czasu, niż one… I teraz nareszcie jestem singlem z odzysku;) A dzieci oczywiście wyfrunęły na swoje.
    Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *