Fachowiec pilnie poszukiwany

Naród narzeka na biedę, a wszyscy budują i remontują na potęgę. Znaleźć teraz fachowca, który położyłby płytki na balkonie, to jak trafić szóstkę w totolotka. Ja w swej radosnej naiwności zaczęłam od kupna płytek, kleju i fugi. Potem rozpuściłam wici wśród znajomych, anuż znają jakiegoś pana Waldka albo Ryśka, który zna się na robocie i chciałby trochę zarobić. Przyjaciółka poleciła mi firmę remontową, która zajmowała się wykańczaniem jej mieszkania. Dzwonię. Tłumaczę panu, o co chodzi. Mówię, że się nie spieszy. Mogę poczekać, chciałabym jednak wiedzieć, czy na pewno zrobi. Pan zaczyna marudzić: duuużo roboty mają, oj duuużo. No on nie wie, ale może gdzieś by się znalazło te dwa dni. W moim sercu wezbrała nadzieja. Ustaliliśmy nawet, że pan podjedzie i obejrzy balkon. Nadeszła umówiona godzina i … minęła. Pan się nie pojawił ani nie zadzwonił. Sama więc łapię za telefon. Okazało się, że zapomniał bidok, taki zarobiony. Myślę sobie, zdarza się, daję panu jeszcze jedną szansę, ustalamy kolejny termin. Jednak i tym razem fachowca ani widu ani słychu. Telefon milczy. Mój sms pozostaje bez odpowiedzi.

Robię drugie podejście. Dzwonię na numer z ogłoszenia. Kolejna firma remontowa: szybko, solidnie i na czas. Tu również ciężko o wolny termin. Pan jednak umawia się na spotkanie. Nadchodzi umówiona godzina i … mija. Fachowiec nie przyszedł. Znów dzwonię i dowiaduję się, że pan jednak nie ma czasu. Tłumaczę, że mi się nie spieszy, że mogę poczekać. A to on źle zrozumiał, bo myślał, że już, zaraz chcę te płytki. Umawiamy się na kolejne spotkanie kilka dni później. O ósmej rano pan ma być już z narzędziami. Międzyczasie zamawiam jeszcze jedną paczkę płytek, bo mój balkon ma jednak sześć metrów długości, a nie pięć.

Przed ósmą telefon. Pan przyjdzie, ale tylko obejrzy balkon, ma dziś do załatwienia parę spraw, na pewno zacznie od jutra. Ok, nie ma problemu. Przyszedł i obejrzał. Zapowiedział się na następny dzień, oczywiście już z narzędziami.

Następnego dnia od rana padało. Pan zadzwonił i stwierdził, że pogoda poprawi się po weekendzie, więc on zacznie od poniedziałku. Będzie o ósmej rano … z narzędziami.

Nie pozostaje mi nic innego, tylko czekać do poniedziałku. Ciekawe, czy na przykład nie będzie za gorąco, a może chomik nagle się rozchoruje?

Ciąg dalszy (mam nadzieję) nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *