Aksamitne dłonie

Wyszłam wczoraj do miasta. Mieszkam blisko centrum, kilkanaście minut piechotą. Z nieba lał się żar, ale od czasu do czasu przyjemny wietrzyk chłodził rozpalone ciało. Zapowiadał się całkiem miły spacer. Jednak to, czego doświadczyłam, zupełnie mnie zaskoczyło. Chwilami zastanawiałam się, czy nie trafiłam przypadkiem do jakiejś równoległej rzeczywistości. Moje miasto odmieniło się nie do poznania.

Na placu przed teatrem ogłuszająca kakofonia muzyki. Wesołe miasteczko! Każda karuzela wiruje w rytm innej głośnej melodii. Po oczach biją jaskrawe kolory. Przyspieszam kroku. Na głównej ulicy jarmark. Aż do ratusza ciągną się stoiska wypełnione mydłem, szydłem i powidłem. Są oscypki i srebrna biżuteria, jakieś cudowne noże i płyty disco polo, kapcie, drewniane kuchenne akcesoria i cukrowa wata. Ktoś wręcza mi los ze zdrapką. Wygrywam zabieg kosmetyczny „aksamitne dłonie”, który normalnie kosztuje 80 zł. Miła pani ustala ze mną termin wizyty i wręcza katalog produktów. Wszystko odbywa się przy dźwiękach katarynki. Przed ratuszem scena. Pokazy taneczne. Skoczna muzyka. I basen, w którym można się potoczyć w ogromnej dmuchanej kuli. Z ulgą opuszczam centrum i bocznymi uliczkami wracam do domu. Gdzieś z oddali do moich uszu dociera rytmiczne „bum, bum, bum”. Byłabym zapomniała: juwenalia! Koncert przed Politechniką.

Jestem ogłuszona i ogłupiała.

Lato w mieście właśnie się rozpoczęło!

Hurra…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *