Sekret kardynała Richelieu

Jajka pomalowane, mazurki polukrowane, biała kiełbasa wyjęta z gara paruje na półmisku… A mnie naszło na jakieś rozrachunki, podsumowania. Co mam, a czego już nie. Jutro przyjedzie siostra, w poniedziałek może brat, póki co jednak jestem sam na sam ze sobą.

Jeśli chcesz sprawdzić, ile warci są twoi przyjaciele, powinieneś postarać się o jakieś nieszczęście, które wywróci twoje życie do góry nogami. Naprawdę, nie ma lepszego testu. Po śmierci mamy tylko dwie osoby wykazały szczere zainteresowanie tym, jak sobie z ojcem radzimy: cioteczna siostra mamy, którą ostatni raz widziałam lata temu podczas wakacji u dziadków i kierownik ojca. Regularnie dzwonili i rozmawiali. Te telefony świadczyły o tym, że pamiętają.

Moja najbliższa przyjaciółka nie przyszła na pogrzeb. Pracowała.

Mężczyzna, któremu poświęciłam kawałek życia, nie znalazł w sobie odwagi, by podejść i wziąć mnie za rękę.

Oblali test, polegli z kretesem.

Chociaż w sercu mam dwie piekące rany, żadnemu z nich nie powiedziałam, jak bardzo mnie zawiedli. Ale odrobiłam lekcję. Nie będę już dawała z siebie innym więcej, niż oni będą w stanie dać mnie. Dawno temu na jakimś obozie w środku lasu poznałam gorzki „sekret kardynała Richelieu”: Od przyjaciół, Boże, strzeż, z wrogami sobie poradzę. Nie sądziłam, że kiedyś sama będę mogła powtórzyć te słowa.

Komórka zaczyna dzwonić.

Moi przyjaciele przysyłają sms-y z życzeniami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *