Listopadowe kwiatki

Wczoraj byliśmy u babci. Kilka dni temu miała urodziny, a czwartego grudnia będzie obchodzić imieniny. Zwykle przyjeżdżałam tu z mamą. Znów doświadczyłam uczucia bolesnego braku. Mama opiekowała się babcią. Była u niej kilka razy w tygodniu. Sprzątała, robiła zakupy, przywoziła obiady, szykowała leki. Teraz zajmuje się tym moja ciotka, najmłodsza siostra mamy. Babci ciągle zdarza się pomylić imię, kiedy mówi o jej wizytach. Jeszcze płacze, chociaż ksiądz powiedział jej, żeby nie płakać, bo dusza też wtedy płacze. Kiedy patrzę, jak siedzi, mała, drobna, w swoim fartuchu, na krześle przy oknie i ociera oczy z łez, nie mogę pojąć, dlaczego los bywa tak okrutny, jakby w jej długim życiu było jeszcze mało cierpienia. Za tym oknem, chociaż to koniec listopada, wciąż kwitną kwiaty, które latem zasadziła moja mama.

Wracam do domu i znów się rozsypuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *